Autor: Don Pietro Leone
Źródło: Rorate Caeli

 

„Na początku był ekumenizm, ekumenizm był u Boga i ekumenizm był ponad Bogiem”. (Aggiornamento per tutto compreso i vangeli, cap.iv, Ester Maria Ledda, 2013, Bonanno)

 

W Departamencie Broni i Uzbrojenia swojego piekielnego warsztatu, Szatan z pewnością przeznaczył ekumenizmowi wyeksponowane miejsce. Poproś go, aby ci je pokazał podczas twojej podróży po piekle, jeśli zdarzy się tak, że tam skończysz. Ta potężna broń jest z czasów ostatecznych. Została opracowana z myślą o obecnym wieku, gdy Wiara staje się zimna i po to, aby przyspieszyć ten proces. Twoją pierwszą reakcją mogą być wyrazy podziwu: „Jaki piękny artefakt!” – powiesz. Twoją drugą reakcją, kiedy przyjrzysz się jej bliżej, będzie zaskoczenie, bo odkryjesz że jest zupełnie pusta. „Cała nasza broń jest pusta” – Szatan odpowiada szorstko. „Czy nic z tego jeszcze nie zrozumiałeś? To, co jest ważne, to wygląd rzeczy. Ale to prawda” – przyznał po chwili zastanowienia – „ta jedna jest szczególnie pusta”.

 

***

 

Ekumenizm jest pozbawiony treści: jest pusty zarówno logicznie, jak i moralnie.

 

I PUSTKA

 

1. Pustka logiczna

Istnieją dwie formy ekumenizmu. Pierwsza ma na celu zjednoczenie wszystkich wyznań chrześcijańskich, albo wszystkich „religii” (lub „wierzeń”), utrzymując, że są one wszystkie prawdziwe; druga celuje w zjednoczenie na podstawie najmniejszego wspólnego mianownika.

Przedstawimy logiczną niespójność każdej po kolei.

 

a) Niespójność pierwszej formy ekumenizmu

Odnośnie pierwszego typu, cytujemy św. Piusa X z Pascendi: „moderniści nie przeczą: jedni skrycie, inny otwarcie wyznają, że wszelkie religie są prawdziwe”. Papież odnosi się do subiektywistycznej koncepcji religii, która została zredukowana do osobistego doświadczenia, jakie ma każda osoba względem Boga w swojej własnej religii, wraz z symbolizmem, który do niej należy. Ta koncepcja została przez niego [papieża św. Piusa X – przyp. tłum] potępiona w dekrecie Lamentabili i w wyżej wspomnianej encyklice Pascendi.

Nie oznacza to jednak, że nie ma wielu, którzy z przyjemnością stwierdzą, że wszystkie wierzenia i religie są prawdziwe, nawet odnośnie obiektywnej koncepcji wiary i religii. Należy odpowiedzieć, że to twierdzenie narusza zasadę niesprzeczności, ponieważ jest tylko jedna rzeczywistość i każda wiara albo religia przedstawia jej inną i wyłączną wizję. Z tego powodu, przekonany wierzący w każdej religii albo wierzeniu twierdzi, że jego wizja jest słuszna, a wizje innowierców są błędne: w skrócie twierdzi on, że jego wiara albo religia jest jedyną prawdziwą wiarą i religią, która istnieje.

Jeden, Święty, Rzymskokatolicki Kościół może pójść dalej i powiedzieć nie tylko, że jedynie Jego wiara i religia jest prawdziwa, ale także że jest to jedyna wiara i religia tout court. Kościół naucza, że Wiara jest rodzajem wiedzy, to znaczy znajomością rzeczywistości: rzeczywistości, którą jest Bóg; a ponieważ jest tylko jedna rzeczywistość i tylko jeden Bóg, nie może być więcej niż jedna znajomość tej jednej rzeczywistości, tej jednej rzeczywistości, którą jest Bóg. Ponadto Kościół naucza, że tylko wiara katolicka (wraz z chrztem) łączy nas z tym Bogiem, a zatem wiara katolicka jest jedyną religią, ponieważ „religia” oznacza nic innego, jak system duchowy, który wiąże nas (ligat po łacinie) z Bogiem.

Popularność teorii, że wszystkie „wierzenia” albo „religie” są obiektywnie prawdziwe ukazuje nam stopień, w jakim dzisiejszy człowiek nie jest zdolny do racjonalnego myślenia – nawet jeśli absurdalność tej teorii z pewnością nie czyni jej mniej godnej szacunku w oczach modernistów.

 

b) Niespójność drugiej formy ekumenizmu

Druga forma ekumenizmu redukuje Wiarę do amalgamatu różnych przekonań, które następnie porównuje się z innymi „wierzeniami” albo „religiami” w poszukiwaniu wspólnej podstawy zjednoczenia. Jeden, Święty, Rzymskokatolicki Kościół uczy z kolei, że Wiara stanowi niepodzielną jedność, którą czerpie ze swojego przedmiotu: Boga, jaki jest sam w sobie. Z tego powodu nie jest możliwe wyrzucenie czegokolwiek z katolickiej doktryny w celu dostosowania do innych.

 

2. Pustka moralna

Ekumenizm jest przedstawiany jako rodzaj duchowego zjednoczenia, które ma na celu dobro duchowe. Jednym słowem, jest on ukazywany jako typ duchowej miłości, która istnieje pomiędzy członkami Kościoła Katolickiego a tymi, którzy są poza nim. Jednak w rzeczywistości nie stanowi to żadnej duchowej miłości, ponieważ nie polega ona na duchowym zjednoczeniu (w jakimkolwiek substancjalnym znaczeniu tego słowa), ani na jakiejkolwiek formie dobra duchowego.

 

a) Brak zjednoczenia duchowego

i) Kościół Katolicki otrzymał od naszego Pana mandat na ustanowienie tylko jednego rodzaju zjednoczenia duchowego z nie-katolikami, a jest to potrójne zjednoczenie, które polega na:

a) Zjednoczeniu pod zwierzchnictwem hierarchii katolickiej

b) Zjednoczeniu w siedmiu sakramentach

c) Zjednoczeniu w wierze katolickiej

Jest to jedyny rodzaj unii na którą Kościół Katolicki ma mandat do ustanawiania z innymi, ponieważ tylko ten rodzaj unii może wpływać na ich dobro duchowe w ostatecznym znaczeniu tego słowa, to znaczy na ich zbawienie. Zjednoczenie, którego szuka ekumenizm, jest po prostu częściową unią, ponieważ brakuje jej jednego z tych trzech elementów. Z tego powodu nie ma mocy zbawczej.

ii) Zjednoczenie duchowe poszukiwane przez ekumenizm nie jest więc zbawcze. Zwykle również nie jest ono nadprzyrodzone, ponieważ ekumenizm zazwyczaj redukuje katolicyzm do wiary (rozumianej prosto jako wybór różnych przekonań), a tym samym ignoruje sakramenty, które są niezbędnymi środkami jednoczenia nas z Bogiem tutaj na ziemi i w Niebie. Zauważmy, że w dwóch dokumentach Soboru Watykańskiego II, Ad Gentes i Nostra Aetate, które odnoszą się do stosunków między Kościołem a religiami niechrześcijańskimi, nigdzie nie można znaleźć terminu „nadprzyrodzony”.

iii) Zjednoczenie duchowe poszukiwane przez ekumenizm zwykle nie jest moralne, ponieważ ma tendencję do redukcji wiary do tych doktryn, które dotyczą natury i rzeczywistości Boga. Jednakże czyniąc to, zaniedbuje doktryny moralne, które są zasadniczą częścią wiary, a które są również niezbędne dla życia wiecznego, ponieważ wiara jest światłem, które wskazuje drogę do Nieba.

 

b) Brak dobra duchowego

Rodzajem dobra, promowanego wyłącznie przez ekumenizm, nie jest zbawienie, ale jedynie ziemski pokój i szczęście, które wcale nie są duchowymi dobrami. Ponadto, nie jest to podstawowe albo zasadnicze zadanie Kościoła. Kościół, jak już wskazaliśmy, został założony dla wiecznego dobra człowieka: dla jego zbawienia. Ekumenizm, z drugiej strony, ma na celu wyłącznie jego ziemskie dobro. Nie jest więc to inicjatywa duchowa, ale tylko polityczna. Dobro ziemskie człowieka jest co najwyżej drugorzędnym obowiązkiem Kościoła, jako konsekwencja Jego podstawowego zadania, którym jest dobro wieczne.

 

II SENTYMENTALNOŚĆ

 

1. Natura miłości ekumenicznej

Być może ktoś będzie próbował bronić tego fałszywego ekumenizmu, który jest poszukiwaniem ziemskiego dobrobytu człowieka, utrzymując że jest to jednak forma miłości, nawet jeśli nie duchowa, mówiąc przy tym, że „miłość jest wystarczająca”, a w ostateczności miłość jest powodem dla którego żyjemy i że sam Bóg jest miłością: w tym sensie, że Najświętsza Trójca jest tajemnicą miłości Trzech Osób Boskich.

Przyjrzyjmy się więc szczegółowo naturze miłości ekumenicznej, najpierw elementowi zjednoczenia, następnie dobra, które to zjednoczenie ma zamiar wytworzyć.

 

a) Zjednoczenie ekumeniczne

Co łączy strony inicjatyw ekumenicznych?

Wspólne wierzenia i ideały z wykluczeniem doktrynalnych różnic. Zasada ta jest zazwyczaj wyrażona sloganem: „Ważne jest to, co mamy wspólnego, a nie to, co nas od siebie oddziela”. Z kolei w odniesieniu do innych religii używa się często hasła: „Czcimy tego samego Boga”.

Te wspólne wierzenia i ideały stwarzają podstawę dla „dialogu”, procesowi nieukierunkowanemu na ustalenie obiektywnej Prawdy, ale na prostą, braterską wymianę, procesowi, który stawia obie strony na tej samej stopie domniemanego rozumienia, że nikt nie będzie próbować nałożyć swojej wizji Prawdy na innych. Zapewniają podstawową równość dla wspólnym przedsięwzięć, takich jak zespoły międzyreligijne albo międzywyznaniowe, czy też gestów dyplomatycznych, jak sadzenie drzew albo uściski.

Zjednoczenie ekumeniczne wyróżnia to, że abstrahuje ono od obiektywnej Prawdy. Jest to irracjonalne, gdyż w celu nawiązania relacji z innymi wyznaniami chrześcijańskimi albo innymi religiami w racjonalny, realistyczny sposób, musimy jasno wziąć pod uwagę całą Prawdę, a nie tylko jej część: nie tylko wspólne wierzenia i ideały, ale także różnice doktrynalne.

W rzeczywistości, po chwili refleksji, możemy zauważyć, że nie tyle ważne jest to, co mamy wspólnego z innymi wyznaniami, czy religiami, ale to co nas oddziela: ponieważ tym, co nas oddziela jest Wiara, a Wiara trzyma klucze do życia wiecznego.

Weźmy przykład innych religii monoteistycznych: judaizmu i islamu. Fakt, że oni „czczą tego samego Boga” jak my, jest nieistotny. Bowiem Bóg, którego czczą, jest tym samym Bogiem, co Bóg wiary katolickiej tylko w filozoficznym sensie: jako osobny byt, Stwórca i koniec wszystkich rzeczy. Natomiast Bóg, którego czczą, nie jest tym samym Bogiem wiary katolickiej w sensie teologicznym, w sensie Wiary, gdyż Bóg w teologicznym sensie jest Najświętszą Trójcą, którą odrzucają. Jak już wytłumaczyliśmy, ważne jest to co nas rozdziela: wiara w Boga wiary katolickiej, ponieważ tylko ta wiara jest zbawcza.

 

b) Dobro ekumeniczne

Jakie dobro jest przewidziane przez ekumenizm? Dobro ziemskie człowieka albo dobro polityczne. To rzeczywiście uzasadniałoby przedsięwzięcie ekumeniczne, gdyby nie zło, które te przedsięwzięcie wywołało (por. Sekcja III). Jednym słowem, ekumenizm oferuje ludziom dobro ziemskie kosztem dobra duchowego.

Stwierdzamy, że ekumenizm nie jest rodzajem miłości, który jest właściwy pomiędzy Kościołem, a innymi religiami albo wyznaniami. Odpowiednim rodzajem miłości jest raczej ewangelizacja, ponieważ, podobnie jak każda forma racjonalnej miłości, ma na celu prawdziwe dobro drugiego, w istocie jego największe dobro, którym jest zbawienie, starając się im je zapewnić poprzez ich konwersję.

To, że ten rodzaj miłości proponowany przez ekumenizm jest niewłaściwy, można zilustrować następującym obrazem: jakaś liczba ludzi próbuje przemierzyć ocean. Cześć z nim podróżuje na wielkiej łodzi zbudowanej, aby przetrwać sztormy i każdy rodzaj niebezpieczeństwa oraz wyposażonej we wszystko, co niezbędne do długiej podróży. Inni podróżują mniejszymi łodziami: żaglówkami, łodziami wiosłowymi; inni na tratwach, dmuchanych materacach; jeszcze inni po prostu poruszają się wpław. Jedynie duża łódź dotrze na drugą stronę bezpiecznie; niektóre inne łodzie mogą tam dotrzeć, ale z ogromną trudnością; inne łodzie i ludzie z pewnością tam nie dotrą. Ci na wielkiej łodzi nie próbują przekonać innych, aby wsiadali na pokład, ale po prostu pozdrawiają ich beztrosko, kiedy oni przepływają obok. Powinniśmy rozumieć, że wielką łodzią jest Kościół Katolicki, ocean jest światem, ludzie poza łodzią są tymi, którzy nie przynależą do Kościoła, albo przynajmniej nie do jego Ciała.

Jest oczywiście łatwiej i zabawniej, przynajmniej obecnie, machać i uśmiechać się do drugiego z pięknej łodzi, niż powiedzieć mu że popełnia błąd i przekonać go, aby opuścił swoją łódź (którą prawdopodobnie również bardzo lubi) i aby wszedł na nasz pokład. Co więcej, jeśli wejdzie na pokład, zacznie się cała udręka uważania na niego.

Powiedzieliśmy, że fałszywy ekumenizm jest nieodpowiednim rodzajem miłości. Jak moglibyśmy to dokładniej scharakteryzować? Ponieważ abstrahuje od obiektywnej Prawdy, jest irracjonalny, jak sugerowaliśmy wcześniej i nie stanowi racjonalnej miłości, lecz tylko miłość emocjonalną. Można ją scharakteryzować bardziej precyzyjnie jako sentymentalność. Ta sentymentalność pojawiła się oficjalnie po raz pierwszy w Kościele w tekstach Soboru Watykańskiego II, w swoim miękkim i pojednawczym języku oraz w postawach względem innych religii, a przede wszystkim wobec współczesnego świata i w nowej etycznej doktrynie, która mówi że głównym celem małżeństwa jest ‘miłość’. Jako surogat prawdziwej miłości, to znaczy cnoty miłości, ta sentymentalna miłość jest zniewieściała i wybrakowana. Ze względu na brak formacji, czujności duchownym i wiernych, udało się jej przedstawić na wspomnianym wcześniej Soborze jako prawdziwa miłość.

 

2. Błąd metafizyczny ekumenizmu

Błędem metafizycznym leżącym u podstaw ekumenizmu jest nadanie pierwszeństwa Porządkowi Dobra nad Porządkiem Prawdy.

 

a) Na poziomie przyrodzonym

Dusza człowieka posiada dwie podstawowe zdolności: znajomość rzeczy [poznanie umysłowe, wiedzę – przyp. tłum] oraz wolę (lub racjonalną miłość) i obie muszą być stosowane w jego działaniu. Najgłębszym powodem tego, dlaczego tak jest, jest fakt że obie te zdolności są niezbędne człowiekowi, aby w pełni uwielbić Boga. Do zastrzeżenia, że „miłość jest wystarczająca”, odpowiadamy twierdząco, że znajomość rzeczy również jest niezbędna.

Trzeba dodać, że ta wiedza ma (logiczne) pierwszeństwo przed miłością, ponieważ miłość jest ślepa i musi być kierowana wiedzą: zanim pokochamy, musimy wiedzieć co kochać i jak kochać. Jeśli pijak prosi mnie o 100 euro i dam mu je, to go nie kocham. Jeśli ktoś próbuje przekroczyć ocean wpław i mijając go, macham do niego z mojego pięknego jachtu, to go nie kocham.

 

b) Na poziomie nadprzyrodzonym

Na poziomie nadprzyrodzonym wiedzą, o której mowa, jest cnota Wiary, a miłością jest cnota Miłości. Obie – Wiara i Miłość – muszą być stosowane w działaniach człowieka. Nie wystarczy mieć Wiarę, aby być zbawionym; nie wystarczy kochać, aby być zbawionym: konieczna jest Wiara i Miłość.

Ponadto Wiara (jako wiedza nadprzyrodzona) ma logiczne pierwszeństwo przed Miłością (jako miłością nadprzyrodzoną). Przedmiotem Wiary jest Bóg, Najświętsza Trójca i nie możemy kochać Go Miłością (a naszego bliźniego w Nim i ze względu na Niego), zanim poznamy Go przez Wiarę.

Na jeszcze głębszym poziomie możemy powiedzieć za profesorem Romano Amerio i jego wspaniałą książką Iota Unum, że wiedza poprzedza miłość w ostatecznym sensie w samej Trójcy Świętej, ponieważ znajomość Boga przez Słowo poprzedza miłość Boga przez Ducha Świętego. Procesja Syna z Intelektu Ojca poprzedza Procesję Ducha Świętego z wzajemnej Miłości Ojca i Syna. W ten sposób możemy stwierdzić, że Bóg zanim stanie się misterium Miłości, jest misterium Prawdy. Priorytet o którym mowa, tak jak było mówione wcześniej, jest priorytetem logicznym: Ojciec i Syn są współistotni i ich wzajemne relacje nie są czasowo wyodrębnione.

Widzimy zatem, że ekumeniści są w błędzie, kiedy działają tak, jakby liczyła się tylko miłość, ponieważ – powtarzamy – konieczna jest zarówno wiedza jak i miłość, gdzie wiedza ma logiczne pierwszeństwo przed miłością: Wiara nad Miłością: Porządek Prawdy nad Porządkiem Dobra.

 

III ZŁO EKUMENIZMU

 

Nazwaliśmy ekumenizm surogatem miłości. Kto inny mógł go wymyślić, jak nie Diabeł, Imitator Boga i Mistrz Wszystkich Oszustw? To jego wynalazek, albo raczej nowe zastosowanie jego wcześniejszej twórczości, to znaczy fałszywych religii. Stworzył on fałszywe i nie-katolickie religie w celu odciągnięcia człowieka od jego ostatecznego końca, jakim jest Niebo. W tym celu Eksterminator starannie zachował w nich pewne elementy Obiektywnej Prawdy i Dobra, aby jego produkt był bardziej atrakcyjny i akceptowalny dla jego ofiar. W obecnym wieku wykorzystał te same elementy, aby je zaprezentować jako coś pozytywnego, tj. jako „co mamy wspólnego” w celu orkiestrowania wielką Ekumeniczną Szaradą wraz z jej zwodniczą, sentymentalną miłością dla skorodowania wiary katolickiej: surogat religii dla surogatu ewangelizacji przez surogat miłości.

Jakie zło zawiera w sobie to korodowanie wiary katolickiej?

1) Pierwszym złem ekumenizmu jest to, że przysłania Wiarę. Istotnie, jako typowa inicjatywa modernistyczna, ekumenizm jest ze swojej natury obskurancki. Jeśli papież zbliżył się do Dalai Lamy, jeśli modli się z nim albo z innymi przywódcami religijnymi; jeśli katolicki ksiądz recytuje słowa konsekracji na Mszy św. wraz z protestanckim pastorem, wydaje się, że mają jakiś wspólny duchowy język, ale co dokładnie on w sobie zawiera? Jest to mgliste.

Tym, co ekumenizm szczególnie przysłania, jest wyjątkowość katolickiej wiary. Ponieważ umieścił on wiarę katolicką na tym samym poziomie co inne „Wiary” albo „Religie”, przysłonił fakt, że jest tylko jedna prawdziwa Wiara i Religia i jedyna, która może zbawić człowieka, ponieważ zawiera w sobie pełnię doktryn i sakramentów niezbędnych do zbawienia.

2) Katolik, który w pewnym ekumenicznym geście interesuje się tylko tym, co ma wspólnego z innymi chrześcijańskimi wyznaniami albo innymi religiami i tym, co jednoczy go z nimi, osłabia Wiarę (swoją własną i innych osób, które mogą być świadkami jego gestu) w tych artykułach, wobec których przechodzi w milczeniu.

Na przykład ten, kto jest tylko zainteresowany tym, co łączy go z luteranami, ucisza, a następnie osłabia Wiarę w ofiarniczą naturę Mszy św., siedem Sakramentów św., a także w kult Matki Bożej; ten, kto jest zainteresowany szukaniem tego, co jednoczy go z żydami i muzułmanami, ucisza i osłabia Wiarę w tajemnicę Trójcy Przenajświętszej, a także w boskość i odkupieńczą misję naszego Pana, Jezusa Chrystusa, co stanowi rdzeń naszej Wiary.

3) Ten, kto przysłania i osłabia Wiarę, zmniejsza samą możliwość zbawienia (własnego i wszystkich innych, którzy mogą być świadkami tego gestu).

4) Ekumenizm upokarza Kościół poprzez umieszczenie Niepokalanej Oblubienicy Chrystusa na tym samym poziomie, co wynalazki Diabła.

5) Obraża naszego Pana, Jezusa Chrystusa jako Założyciela Kościoła poprzez umieszczenie Go na tym samym poziomie, co inni założyciele „Religii”, którzy Mu zaprzeczają, Go odrzucają albo bluźnią przeciwko Niemu.

6) Ponieważ ekumenizm przysłania i osłabia Wiarę, upokarza Kościół i obraża Pana naszego, Jezusa Chrystusa, zaciąga na siebie gniew Pana, który mówi: „Kto się bowiem Mnie i słów moich zawstydzi, tego Syn Człowieczy wstydzić się będzie, gdy przyjdzie w swojej chwale oraz w chwale Ojca i świętych aniołów”. (Łk 9,26)

7) Ten, kto w tym nieślubnym procesie zbliżania się do innych wyznań albo religii pójdzie tak daleko, że zaprzeczy chociażby jednemu, pojedynczemu artykułowi wiary, nie tylko osłabia swoją Wiarę, ale popada w herezję i traci ją całkowicie.

8) Ten, kto zaprzeczy całej Wierze albo rdzeniowi Wiary, popada w apostazję.

9) Na poziomie światowym, poprzez międzywyznaniowy ekumenizm, katolicyzm upada (o czym możemy teraz z bólem zaświadczyć) w rodzaj mglistego humanizmu o lekkim zabarwieniu chrześcijańskim.

10) Poprzez ekumenizm międzyreligijny z kolei, katolicyzm rozpuszcza się w czysto naturalistyczną religię, oddzieloną od Łaski. Ta religia może przyjąć jedną z dwóch postaci:

a) Amalgamatu wszystkich religii, które stają się rodzajem mglistego humanizmu bez śladu chrześcijaństwa

b) Amalgamatu religii monoteistycznych

Ta druga forma religii ma dwa rodzaje: pierwszy, mglisty deizm; drugi, monoteizm, który zachowuje to, co trzy wielkie religie monoteistyczne mają wspólnego teologiczne, to znaczy, przynajmniej teoretycznie, Stary Testament. W ten sposób katolicyzm skutecznie rozpuszcza się w judaizmie, albo ściślej, w żydowsko-masońskiej światowej religii znanej jako „noachizm”. Czy to było powodem Wcielenia, Życia, Pasji i Śmierci na Krzyżu naszego Pana pośród najbardziej dotkliwych spazmów bólu?

Podsumowując, złem ekumenizmu jest to, że przysłania, ucisza i osłabia Wiarę; upokarza Kościół, obraża i doprowadza do gniewu naszego Pana, Jezusa Chrystusa; zmierza do herezji i apostazji; popycha katolicyzm w kierunku humanizmu, deizmu i noachizmu. Nie jest zaskoczeniem, że w czasie pierwszych spotkań pomiędzy różnymi, niekatolickimi wyznaniami chrześcijańskimi, Kościół ogłosił wyraźnie przez usta papieża rzymskiego Piusa XI (Mortalium Animos 1928), że: „(…) oczywiście ani Stolica Apostolska nie może uczestniczyć w ich zjazdach, ani też nie wolno wiernym zabierać głosu lub wspomagać podobne poczynania. Gdyby to uczynili, przywiązaliby wagę do fałszywej religii chrześcijańskiej, różniącej się całkowicie od jedynego Kościoła Chrystusa”. Zasada, które odnosi się tutaj do stosunków między Kościołem a innymi wyznaniami, będzie miała zastosowanie mutatis mutandis do stosunków między Kościołem a innymi religiami.

Zakończenie

Zakończymy ten esej krótko omawiając punkty, w których ekumenizm i ewangelizacja zbiegają się i rozchodzą.

Zarówno ekumenizm, jak i ewangelizacja mają aspirację do powszechności. Pierwotny termin, który wywodzi się z greckiego słowa „świat”, w istocie oznacza przystosowanie wiary katolickiej do wszystkich innych wyznań i religii całego świata. Drugi termin, jak jasno widać na końcu wszystkich Ewangelii synoptycznych, oznacza katechezę, chrzest i konwersję całego świata na Jedną Katolicką Wiarę.

Zarówno ekumenizm, jak i ewangelizacja są rodzajem miłości: obie dążą do zjednoczenia między stronami w świetle potencjalnego dobra. Ekumenizm poszukuje zjednoczenia na podstawie wspólnych przekonań, „dialogu”, rozumianego jako formy mouvement perpetuel i zbliżenia. Poszukuje jedynie ziemskiego albo politycznego dobra. Z kolei ewangelizacja poszukuje zjednoczenia na podstawie Jedynej Prawdziwej Wiary, siedmiu sakramentów i poddaniu się papieżowi rzymskiemu. Poszukuje wiecznego dobra człowieka w Niebie.

Ekumenizm i ewangelizacja różnią się znacznie w odniesieniu do Prawdy. Ekumenizm nie jest zainteresowany Prawdą; ewangelizacja z kolei utrzymuje, że jest ona najważniejsza, ponieważ ewangelizacja polega właśnie na ogłaszaniu Prawdy: przekazywaniu Prawdy tym, którzy ignorują Prawdę, albo o niej nie wiedzą, aby też mogli ją posiąść i zostać zbawionym. Ta Prawda w ostatecznym sensie jest niczym innym, jak Najświętszą Trójcą, która stworzyła człowieka, aby ten człowiek i każdy inny bez wyjątku, mógł Ją poznać i Ją kochać tutaj na ziemi, a tym samym osiągnąć Jej wieczną szczęśliwość w Niebie. Amen.

 

Tłumaczenie: Piotr Błażejczak