Autor: Peter Kwasniewski
Źródło: One Peter Five

We fragmencie Republiki Platona, Trazymach, nihilistyczny zwolennik „siły ponad prawem”, zapytał swojego interlokutora, Sokratesa: „Czy mam wziąć swój argument i wlać go do twojej duszy?” Na co Sokrates odpowiedział: „Nie daj Boże, nie rób tego!”[1]

Myślałem o tym niedawno w nawiązaniu do jakiejś naprawdę nikczemnej muzyki kościelnej, o której usłyszałem: Mszy św. zmontowanej z jazgotliwymi, jazzowymi harmoniami, melodiami broadwayowskimi, bez miligrama sakralności. Jaskrawy opis dany przez Trazymacha jest w istocie tym, jak działa liturgia, a zwłaszcza jej muzyka. Liturgia wlewa swój argument bezpośrednio do naszych dusz, zanim będziemy mieć jakąkolwiek szansę ocenić, co jest nam czynione. Nasz rozum nie jest zdolny do bycia filtrem, kiedy muzyka dociera do naszych uszu, kiedy różne obrazy przechodzą nam przed oczyma i zapadają w naszej pamięci – to wszystko będzie niesione przez nas, dopóki nie zostanie doprowadzone do perfekcji w niebie, oczyszczone w czyśćcu, albo na stałe przytwierdzone do nas w piekle. To, czego doświadczamy empirycznie zdąży ukształtować nas w obraz nas samych, zanim będziemy mieć szansę to ocenić, zaakceptować albo zaprotestować. Oto dlaczego kiedyś napisałem, że ktokolwiek bierze udział w nabożeństwie, domyślnie mówi do niego: „Kształtuj mnie, uczyń mnie takim, jak ty jesteś”.

Bóg chciał, aby tak się działo i jest to dobra rzecz tak długo, jak liturgia odbywa się w sposób właściwy. Powinniśmy być formowani jak glina w rękach garncarza, zamiast siedzieć z założonymi rękoma, jak krytycy teatralni.[2] Kiedy dźwięk chorału albo dzwonków płynie do naszych uszu, gdy zapach kadzidła wdziera się do naszych nozdrzy, kiedy widok migoczącej szaty przypomina nam namaszczonego pośrednika składającego ofiarę całopalną na ołtarzu, jesteśmy wtedy porwani przez kult jedynego i prawdziwego Boga, zanurzony w swoich świętych tajemnicach odnawianych poniżej i ponad wszelką racjonalnością. W tym akcie samo-podporządkowania podlewamy korzenie naszej codziennej świadomości i, można powiedzieć, przywiązujemy je i naginamy ku niebu.

Niestety, nigdzie indziej aksjomat corruptio optimi pessima (najgorsze jest zepsucie najlepszego) nie jest bardziej prawdziwy. Sokrates podniósł swoje zdanie: „Nie daj Boże, nie rób tego!”, ponieważ wiedział że jeśli Trazymach może wlać nihilizm w jego duszę, argument ją przypali albo zamrozi, zanim będzie mógł podjąć jakąkolwiek reakcję. Zbyt późno jest zastanawiać się nad arszenikiem po jego połknięciu. W podobny sposób, jeśli zawartość albo sposób odprawiania liturgii jest błędny, Bóg zostanie zhańbiony, a nasze dusze zostaną ranne. Nie ma w tym żadnego „możliwe” ani „być może”. Wybieramy zamazaną wizję Mszy św., liturgii, aktu adoracji, życia modlitwą i tym samym oddalamy się od wiary katolickiej, takiej jakiej nauczali i jaką żyli wielcy święci, którzy przyszli przed nami.[3]

Zatem zawsze stoimy na rozdrożu. Czy ta liturgia, w której będę uczestniczyć, stanie się zdrowym i dającym zdrowie „argumentem”, który wleje się do mojej duszy? Czy będzie wyrazem czci wobec Boga w swojej istocie i w swoich przypadłościach, a zatem udoskonalająca mnie jako stworzenie uczynione na obraz Boży? Czy jednak będzie mdła i obrzydliwa, szkodliwa dla rozwoju życia wewnętrznego, wybrakowana co do znaków, niezadowalająca Boga, ponieważ będzie ekspozycją samowoli, lenistwa, narcyzmu, tandetnej pop kultury albo jakiekolwiek innego defektu? Słyszałem muzykę kościelną, która była zupełnie nieodpowiednia dla ładunku jej słów i powagi jej celu w ramach Najświętszej Ofiary, tak że stanowiła formę duchowego samookaleczenia, pozwalającą na to, aby ona sama została dźwiękowo przez nią zaatakowana oraz formą okrucieństwa, która pozwoliła jej poddać wrażliwe dzieci. Kiedy spotykałem się z takimi sytuacjami (które zwykle były niespodziewane), opuszczałem budynek lub zabierałem moją rodzinę dopóki nie skończą grać muzyki. Następnie, starannie rozważałem, jak uniknąć tego samego problemu w przyszłości.

Powinniśmy wejść w zwyczaj myślenia z wyprzedzeniem na temat tego rozdroża, abyśmy mogli podejmować rozsądne decyzje dla siebie i naszych podopiecznych w oparciu o to, czego możemy rozsądnie oczekiwać i na co mieć nadzieję w naszych okolicznościach. Zostaniemy nagrodzeni za dobre wysiłki zmierzające do poszukiwania prawdziwie boskiego kultu, a także ukarani za nasze zmowy i kompromisy, zwłaszcza jeśli mamy wolność wyboru między lepszą opcją dostępną dla nas w sąsiedztwie.

Jeśli chodzi o to, jak daleko należy się posunąć, aby znaleźć liturgię, która jest godna Boga, człowieka i Boga-człowieka, Jezusa Chrystusa, to zależy od tego, jak bardzo złe są najbliższe opcje. Jeśli są na tyle złe, aby zakłócać wewnętrzną równowagę, zakłócać pełną szacunku modlitwę, powodować irytację albo sprawić, że chcesz uwięzić sprawców nadużyć, jest to z pewnością pora na dalsze podróże, a nawet, na rozważenie wyrwania śledzi namiotowych i przeprowadzki. Biorąc pod uwagę ogromny kryzys wiary, moralności i liturgii w Kościele, katolicy nie powinni już oczekiwać, że będą dłużej bawić się w ideał długotrwałej stabilności życia w jednym miejscu. Nigdy nie wolno nam, ze względu na pracę, rodzinę, czy przyjaciół, dokonywać ciągłej ofiary naszego zdrowia duchowego albo naszego dostępu do zadowalającej Boga liturgii, ponieważ byłoby to sprzeczne z czystą miłością własną, która należy do teologicznej cnoty miłości („kochaj bliźniego jak siebie samego”). Czasami możemy zostać zmuszeni do odroczenia tego koniecznego ruchu z powodu okoliczności pozostających poza naszą kontrolą, ale jest to oczywiście zła sytuacja, a nie taka, którą można uznać za trwałą. Boża Opatrzność pozwoliła na kryzys kościelny, abyśmy mogli zostać wypróbowani, czy faktycznie żyjemy zgodnie z nakazem, aby „szukać wpierw Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości”, z wiarą, że wszystko inne, czego potrzebujemy, zostanie nam dodane. Większość z nas zna rodziny, które jeżdżą jedną godzinę, lub dwie, aby dostać się na tradycyjną łacińską Mszę św. albo rodziny, które udają się na bizantyjską Boską Liturgię, aby uniknąć zachodnich bagien ich regionu. To jest materia heroizmu. Jest to białe męczeństwo, które zapełni niebiosa.[4]

Powróćmy do Platona. Sokrates w Republice twierdzi, że uczestnicy dialogu tworzą miasto poprzez swoją mowę, co ostatecznie odsłania sprawiedliwość. Nie jest zaskakujące dla tych, którzy są zaznajomieni z niezwykłym protochrześcijaństwem Sokratesa, że udało mu się tym sposobem dotrzeć do fundamentalnej prawdy o kulcie. Liturgia jest pewnym „miastem mowy”, w którym odsłania się sprawiedliwość Boga, Jego prawość, albo wręcz przeciwnie, nigdy do tego odsłonięcia nie dochodzi. Kiedy celebrujemy liturgię z konieczności tworzymy obraz miasta. Którym miastem ona będzie? Czy będzie Miastem Boga, niebiańskim Jeruzalem, czy Miastem Człowieka, światowym Babilonem? Jakie są cechy tych miast według św. Augustyna? Współczesny uczony, Robert Barr, przedstawia to w żywym podsumowaniu:

Miasto [Boga] zna i uwielbia wyłącznie jednego Boga i żyje według Jego Prawa. Jego kierującymi cnotami są wiara w Tego, który zamierza ocalić miasto i pokora przed Jego obliczem. Jest to wiara niezbędna do zbawienia i bez której nie ma powrotu do miasta – dla którego narodzili się męczennicy gotowi przyjąć wszystko to, co nadejdzie. I ta właśnie pokora zasadniczo odróżnia obywateli Miasta Boga od ich nieprzejednanych wrogów, poddanych Diabłu. (…) Miasto Boga jest świątynią Boga i prawdziwą Ofiarą. Chociaż fizycznie odróżnia się od Ofiary Mszy św., jest ono z nią mistycznie identyczne.[5]

Chrześcijańska liturgia, w swoich czcigodnych i przekazywanych przez wieki formach, jest najważniejszą reprezentacją i gwarancją prawowiernej Wiary, a dzięki maryjnej wrażliwości, z którą się ku niej skłaniamy, żyjemy w najpełniejszy sposób cnotą uniżenia wobec boskiego Objawienia. Kiedy czcimy Boga w tradycyjnej liturgii, Wschodniej, czy Zachodniej, wiemy że jesteśmy bezpiecznie wciągnięci do świętego miasta Jeruzalem, możemy korzystać z naszych praw jako obywatele, pozwalając samemu Królowi panować nad naszymi sercami i umysłami.

Zupełnie inna jest ta nowoczesna, wyprodukowana komisyjnie liturgia, pełna wątpliwych modyfikacji teologicznych i improwizowanych adaptacji. Nie stanowi ona odwiecznego, powszechnie akceptowanego proklamowania prawowiernej Wiary – miary, zgodnie z którą wszystko inne musi być mierzone. Nie stanowi godnego zaufania zaproszenia do dobrowolnego podporządkowania się. Ta nowa liturgia przywołuje Miasto Człowieka, promując agendy z programem „wszystko dla ludzi” jej autorów i impresariów. Opisując pogląd Augustyna na obywateli tej civitas terrena, „urodzonych na ziemi i związanych z ziemią”, Barr pisze:

Ich zainteresowania są osobiste, a mimo to pragną dominować nad światem. W rezultacie ich miasto jest rozdarte namiętnością, zarazą i buntem. Wydaje się, że jednoczą się tylko w walce przeciwko wspólnemu wrogowi – Miastu Boga: chwaląc się swoją liczebnością i siłą, prześladują to miasto – ku jego przewadze! (…) Najbardziej śmiercionośnym prześladowaniem Diabła i jego piekielnych sług jest to skierowane przeciwko samej Wierze, poprzez rozniecanie herezji. [Diabeł] mógłby, jeśli byłby w stanie, pozbawić wybranych Objawienia Bożego, jednomyślnego przekazu nauczania kilku pisarzy Świętej Historii [tj. natchnionych autorów Pisma] i rozproszyć ich wśród zwolenników niezliczonych filozofów Miasta Zamętu.[6]

Miasto Człowieka jest trafnie wyrażane przez dwie, popularne piosenki – jedna z nich jest całkowicie świecka, druga fałszywie religijna: „We Built This City on Rock n’ Roll” i “Let Us Build the City of God”. Wbrew tytułowi drugiej, logos, ethos i pathos (przesłanie, charakter i uczucia) obu jest niewątpliwie przez, z i dla Miasta Człowieka. Są one horyzontalne, humanistyczne, konstruktywistyczne, pragmatyczne, powierzchowne i nudne. Jeśli jest to tym, czego słuchamy albo co śpiewamy, nie powinniśmy być zaskoczeni rezultatami, jakie przez to osiągniemy: w naszych duszach rezultatem będzie przycięcie do tego świata; w naszych społecznościach patrzenie na siebie samych dla zbawienia, które pochodzi tylko od Boga. Boża sprawiedliwość nie zdoła się odsłonić.

Z kolei Miasto Boga pięknie wyrażają dwie, prawdziwie sakralne pieśni: chorał gregoriański Urbs beata Jerusalem [7], który wyraża piękno niebiańskiej ojczyzny, za którą tęsknimy, a którą dostrzegamy za zasłoną świętej liturgii, gdy jest prawdziwa wobec Boga:

Urbs beata Jerusalem,               Błogosławione miasto Jeruzalem,

dicta pacis visio,                         nazywane „wizją pokoju”,

Quæ construitur in coelo         Które jest zbudowane w niebie

vivis ex lapidibus,                       z żywych kamieni,

Et angelis coronata                    I ukoronowane przez aniołów

ut sponsata comite.                   jak panna młoda dla swojego małżonka.

I motet Williama Byrda Civitas Sancti [8], który wyraża głęboki smutek z powodu wygnania tego, który utracił swój ziemski dom. Jeśli są to pieśni, które śpiewamy lub słuchamy, wtedy skrzydła naszej duszy mogą zacząć wyrastać i wzrastać w sile, a my znajdziemy siebie bardziej tęskniących za Panem, niż straż tęskniąca za świtaniem. To jest to miasto, który musimy budować w naszych duszach, w naszych kościołach, na naszych ołtarzach. To jest argument, Logos, który chcemy wlać w nas samych i w nasze dzieci.

Niech Bóg obdarzy nas łaską, byśmy byli wierni Jego sprawiedliwości, nauczani i żyjący w tradycyjnym katolicyzmie, jasnym, silnym i pięknym – takim, jakim jest –  i niech ustrzeże nas przed poddaniem się truciznom oferowanym przez świat – włączając to świat w Kościele. „Tu się okazuje wytrwałość i wiara świętych” (Ap 13,10).

 

Przypisy

[1] Plato, The Republic, 345b, tłum. G. M. A. Grube, ks. C. D. C. Reeve, w: Plato: Complete Works, red. John M. Cooper (Indianapolis: Hackett, 1997), 989.

[2] Zobacz mój artykuł “Mosebach’s Paradox”.

[3] Bardzo polecam serię artykułów: “Focus vs. Blur: Multi-Sensory Learning, Motivated Focus, & The Mass.” Part I; Part II; Part III.

[4] Zobacz mój artykuł “Traditional Liturgy Demands More and Delivers More”.

[5] Robert R. Barr, “The Two Cities in Saint Augustine,” Laval théologique et philosophique 18. 2 (1962): 211–29; Tamże, 214–15.

[6] Tamże, 215–16.

[7] Zmieniony na Coelestis Urbs Jerusalem przez papieża Urbana VIII. Tłumaczenie można znaleźć w tym miejscu [j. angielski – przyp. tłum]. Jedną z interpretacji tego znakomitego chorału można odsłuchać tutaj.

[8] Nagranie motetu można znaleźć w tym miejscu.

 

Tłumaczenie: Piotr Błażejczak

 

“Pouring the Argument Into the Soul”: On Taking Care How We Worship