Od tłumacza: Artykuł, który chciałbym przedstawić, napisany został półtora roku temu, więc w tych miejscach, w których odnosi się do wydarzeń i składów personalnych z 2016 r., czytelnik zauważy nieaktualność. Przetłumaczyłem go jednak nie dla wartości opisów ówczesnych wydarzeń, ale dobrego ujęcia instalacji cech charakterystycznych dla ideologii komunistycznej w Kościele współczesnym. Autorka pisze o aktualnej sytuacji za papieża Franciszka, jednakże można również zauważyć, że cechy wymienione w artykule, jak i niektóre inne, które charakteryzują idealizm niemiecki i materializm dialektyczny (wraz z jego zastosowaniem w praktyce), da się z powodzeniem odnieść także do sytuacji Kościoła od Soboru Watykańskiego II w ogóle. O działaniach na rzecz marksizacji katolicyzmu i ich ideowych podstawach pisano również na innej stronie na podstawie dociekań ks. prof. Poradowskiego. Zapraszam zatem do tekstu Maike Hickson, jak też do dalszego zdobywania wiedzy w tym temacie.

 

Autor: Maike Hickson
Źródło: One Peter Five
Publikacja: 13 grudnia 2016 r.

Sto lat temu Matka Boża w Fatimie ostrzegała nas tajemniczo przed jeszcze bliżej wtedy nieokreślonym niebezpieczeństwem „błędów Rosji”, które w jakiś sposób miały rozprzestrzenić się po całym świecie, jeśli Rosja nie zostanie odpowiednio i uroczyście poświęcona Niepokalanemu Sercu Maryi. Taka konsekracja została ponadto przepowiedziana dla osiągnięcia nawrócenia Rosji na wiarę katolicką, a tym samym na wcielenie w niej życia i kultury Wiary.

Jednak czym są te „błędy Rosji”, które rozwijały się w czasie rewolucji bolszewicko-rosyjskiej, krótko po objawieniach fatimskich? Wydaje się, że obejmują one, między innymi, poniższą listę cech charakterystycznych:

1. Redukcjonistyczny, ateistyczno-materialistyczny światopogląd, który ma na celu podkopywanie czegokolwiek chrześcijańskiego w społeczeństwie;

2. Ideologia, która jest odłączona od Prawdy i rzeczywistości;

3. Marksizm kulturowy, który przeniknął później także na Zachód z pomocą Szkoły Frankfurckiej i idei Antonio Gramsciego;

4. Rewolucyjny duch socjalizmu, który w sposób szczególny podważa aspekty życia rodzinnego – zwłaszcza za pomocą feminizmu, rozwodów i aborcji;

5. Heglowska filozofia dialektyczna wraz z materializmem dialektycznym, która twierdzi, że walki i spory w społeczeństwie są konieczne, aby doprowadzić do wyższych i rozwijających się form życia; takie podejście zasadniczo zaprzecza i rzekomo wykracza poza zasadę lub prawo niesprzeczności.

6. Forma rządzenia „rewolucyjnym socjalizmem”, która jest również konstytucyjnie nazywana „centralizmem demokratycznym” – to ostatnie sformułowanie oznacza, że sprawy jawią się jako otwarcie demokratyczne, ale wszystkie są centralnie zorganizowane i zarządzane w tle (ostatnio dr Robert Hickson zastosował tę zasadę do obecnej sytuacji w Kościele, zwłaszcza w odniesieniu do Synodów o rodzinie – tutaj);

7. Ignorowanie tradycji i tradycyjnych instytucji społecznych (a obecnie [instytucji] Kościoła, takich jak Kuria?) jako „sił kontrrewolucyjnych”;

8. Przewrotne nadużywanie języka z intencją manipulowania opinią publiczną;

9. Metoda oznaczania własnych przeciwników za pomocą ogólnych i poniżających epitetów, które w sposób abstrakcyjny kategoryzują ich jako „prawicowych” [right-wing w oryginale – przyp. tłum] albo „kontrrewolucyjnych”;

10. Podejście do toczących się rewolucyjnych zmian, w których istnieje zarówno „powolna droga” albo „szybka droga” rewolucji; podobnie, jak „dialektyka” i „dialektyczny proces”;

11. W stosunku do umiarkowanych i idących na kompromis przeciwników, najpierw próbuje się włączyć ich do nowego, wyznawanego systemu, aby używać ich jako „pożytecznych idiotów” Lenina w tym sensie, że pomagają światu poprzez dawanie mu iluzorycznej idei, że nic tak naprawdę się nie zmieniło;

12. Jako ostatni element – ale oczywiście bardzo ważny i bolesny dla tych, którzy żyli pod komunizmem – istnienie ciągłego poczucia nieufności i strachu, aż do uwięzienia i zabicia nieprzejednanych przeciwników;

Od kilku miesięcy w mojej refleksji powracają wciąż pewne słowa: „Błędy Rosji dotarły do Rzymu!”. Pozwólcie, że spróbuję wyjaśnić, dlaczego mam takie spostrzeżenie.

Przyszło teraz do nas paru świadków, którzy mówią o atmosferze lęku i tłumienia wolności słowa w katolickim Rzymie. Całkiem niedawno Edward Pentin, korespondent rzymski o dużej, „zakulisowej” wiedzy, ujawnił w wywiadzie, jak przerażone są teraz osoby zatrudnione w Watykanie:

Reakcja [na dubia] była jak dotąd interesująca: prawie całe Kolegium Kardynałów i Kuria Rzymska zachowały milczenie, nie popierając kardynałów, ani, co ważniejsze, nie wychodząc z poparciem dla papieża i jego decyzji, by nie odpowiadać. Jeśli uważa się, że milczenie oznacza zgodę na dubia, wówczas można myśleć, że zdecydowana większość popiera czterech kardynałów. To są oczywiście tylko spekulacje, ale może to być prawda, ponieważ przez wiele miesięcy słyszeliśmy od jednej znaczącej części Kurii, że czują wielkie zaniepokojenie tym, co się dzieje. Zwroty „panowanie terroru” i „watykański stan wojenny” są często wymieniane.

Również Steve Skojec opisywał podobne szczegóły dotyczące atmosfery strachu w Watykanie:

Słyszałem doniesienia, że w Watykanie jest jak w okupowanym państwie. Niektóre źródła, z którymi rozmawiałem, obawiają się że komunikacja z urzędnikami watykańskimi jest monitorowana; niektórzy nawet zgłaszali podejrzane anomalie w rozmowach telefonicznych, w których po rozłączeniu słyszeli w wielokrotnym zapętleniu ostatnie chwile rozmów. Niektóre osoby pracujące w Watykanie doradzają swoim kontaktom z zewnątrz, aby nie przekazywały żadnych wrażliwych informacji za pośrednictwem poczty elektronicznej lub telefonów komórkowych wydanych przez Watykan. [podkreślenia dodane]

Ostatnia intensywna reakcja na dubia Czterech Kardynałów – zawierająca rzucane w nich groźby i obelgi, zamiast właściwej reakcji wobec samej treści ich fundamentalnych pytań – jest kolejną wskazówką ukazującą coraz duszniejszą atmosferę ideologiczną Rzymu. To nie substancja ma znaczenie, ale czy jesteśmy po linii z metodami i procedurami papieża i jego niejasnymi propozycjami. Ci, którzy w ogóle nie zgadzają się z nową linią myślenia, są zastraszani (lub usuwani z urzędu, tak jak kard. Raymond Leo Burke). Tak jak we wcześniejszych czasach komunistycznych, ci, którzy sprzeciwiają się reżimowi wywrotowych lub przymusowych nowości, nazywani są „prawicowymi” [right-wing] i „wstecznymi”. Na przykład jedną z przodującym osób w tym obmawianiu i metodzie etykietowania ludzi jest o. Antonio Spadaro SJ, który niedawno kpił sobie z tych „zbalansowanych” blogów, które relacjonują sprawy Watykanu, ale które tak nagle, w jego oczach, zamieniły się teraz w „prawicowe machiny propagandowe” [right-wing propaganda machines]. Oto jego pełny „tweet”:

Po #dubia wiele tak zwanych „zbalansowanych” blogów o Kościele zdejmuje maskę ujawniając się jako prawicowe machiny propagandowe! [moje podkreślenia]

Ten tweet autorstwa jednego z najbliższych przyjaciół i doradców papieża pokazuje, jak atmosfera w Kościele katolickim została zwężona i upolityczniona pod pontyfikatem papieża Franciszka. Właśnie o tej obserwacji opowiadał Edward Pentin w swoim niedawnym wywiadzie:

Reakcja papieża, polegająca do tej pory na kwestionowaniu dobrego stanu umysłowego [czwórki] kardynałów, została odczytana jako manifestacja jego własnego gniewu spowodowanego zniesieniem jego agendy z ustalonego kursu. I zamiast brać za słowo czterech kardynałów (powiedzieli, że działają przede wszystkim z miłości do Ojca Świętego, sprawiedliwości i głębokiej troski duszpasterskiej), są postrzegani jako przeciwnicy. Domyślam się, że pracował również za kulisami, aby upewnić się, że jego program nie zostanie udaremniony. Od strategicznie umieszczonych artykułów w L’Osservatore Romano do wymijających wypowiedzi tych, którzy publicznie krytykowali dubia, kiedy pytano ich o to czy Papież ich o to prosił. Franciszek działał, jak ujął to jeden z obserwatorów, jak “polityczny zakulisowy lobbysta”. W ciągu trzech tygodni od opublikowania dubia, papież udzielił trzech wywiadów dla światowych mediów, z których każdy miał na celu legitymizację swojej pozycji przy jednoczesnym oczernianiu swoich krytyków.

Na koniec należy podkreślić, że dopasowując fakty do słów pochodzących od papieża i jego sprzymierzeńców, jest jasne, że ma miejsce znaczące kłamstwo i oszustwo, jak również rzucanie oszczerstw i szkodzenie reputacji uznanych za tych „po prawej stronie” tylko za to, że publicznie krytykują Amoris Laetitia lub po prostu mówią o tej krytyce. Naprawdę boli mnie, gdy mówię o tym wszystkim, ponieważ jako katolicki dziennikarz nie chce w żaden sposób umniejszać Urzędu Piotra, ale czuję, że mam obowiązek informowania o faktach na temat tego, co się dzieje. [moje podkreślenia]

Papież Franciszek wraz ze swoimi sojusznikami nie tylko stosuje typowo lewicową politykę przeciwko swoim przeciwnikom, ale także wykazuje ogólnie większą sympatię dla lewicowych i liberalnych osobistości i polityków, a także dla tematów progresywistycznych, takich jak ochrona środowiska czy antykapitalizm.

Jednym z bardzo niepokojących wydarzeń, które miały miejsce w czasie pontyfikatu Franciszka, była watykańska konferencja, która omawiała kwestię, w jaki sposób używać dzieci jako „agentów zmian” w odniesieniu do wdrażania ekologicznego światopoglądu na świecie.

W świetle tych wszystkich poważnych i fundamentalnych zmian w przenikliwej atmosferze i dominujących tematach, które obecnie promuje się w Rzymie, warto rozważyć ostatnie słowa papieża Franciszka dotyczące konfliktu i walki. Wydaje się, że sam papież wie, że wywołuje konflikt – niestabilność i niepewność – w Kościele i uważa taki konflikt (tj. walkę i dialektyczne opozycje) za coś pozytywnego, „konstruktywnego” i „twórczego”. Franciszek powiedział niedawno, że „opozycje pomagają” i dodał: „Życie ludzie ma formę opozycyjną. I to jest właśnie to, co aktualnie dzieje się w Kościele. Napięcia niekoniecznie muszą być rozwiązane i uregulowane. Nie są jak sprzeczności”. Jego nieoficjalny rzecznik, o. Antonio Spadaro SJ, 9 grudnia 2016 r. mówił o stosunku papieża do konfliktów: „Papież bardzo dobrze wie, że proces reform w Kościele – jeśli jest skuteczny – tworzy i rozwija napięcia i że to dobrze, jeśli w jakiś sposób są one wyartykułowane”. [moje podkreślenia] Czy ten pogląd wyrażony tutaj w odniesieniu do pozytywnych aspektów konfliktu przypomina nam być może pozytywny pogląd na konflikt w światopoglądzie heglowsko-marksistowskim?

Cały ten nowy rozwój wydarzeń, włączając nową atmosferę w Rzymie, przypomina niektórym głównym katolickim świadkom ich własne doświadczenia w komunistycznej Rosji. Jest, na przykład, świadectwo bp Athanasiusa Schneidera, który dorastał w terrorze sowieckiego komunizmu. On sam niedawno opisał atmosferę w Rzymie jako porównywalną z tą w byłym Związku Radzieckim. LifeSiteNews podaje:

„Reakcja na dubia jest dowodem świadczącym o klimacie, w którym obecnie żyjemy w Kościele”, powiedział bp Schneider. „Żyjemy w klimacie gróźb i negacji dialogu z konkretną grupą”.

Schneider powiedział, że „dialog wydaje się akceptowalny tylko wtedy, gdy myślisz tak jak wszyscy inni – to jest praktycznie jak pod reżimem”.

Schneider przywołał swoje doświadczenie z Rosji, gdzie urodził się w czasach Związku Radzieckiego. Jego rodzice zostali wysłani przez Stalina do obozów pracy albo „Gułagu”, po II wojnie światowej. „Jeśli nie podążasz za linią partii albo ją kwestionujesz, nie możesz nawet stawiać pytań. Jest to dla mnie bardzo jasne porównanie z tym, co dzieje się teraz w reakcji na dubia – pytania kardynałów”.

Kolejny naoczny świadek komunizmu dał nam ostatnio następny dowód, że obecna ideologia antyrodzinna i genderowa, która zyskuje akceptację w kręgach watykańskich, włączając samego papieża, jest niepokojąco podobna do historycznego komunizmu. Dr Anca-Maria Cernea, katolicka lekarz medycyny i uczestnik Synodu Biskupów o Rodzinie w 2015 roku, udzieliła niedawno wywiadu Edwardowi Pentinowi, w którym powiedziała następujące słowa (dodałam również i zaznaczyłam kursywą [i pogrubieniem – przyp. tłum] niektóre z konkretnych pytań zadanych przez Pentina):

Czy powiedziałabyś, że twoje (i innych) doświadczenie komunizmu w Europie Środkowej i Wschodniej może być pomocne w walce z kryzysem w Kościele?

Tak, dla nas jest to łatwiejsze, ponieważ przechodziliśmy przez to przez dziesięciolecia… Teraz mamy lepsze położenie do walki z tą agresją. Jesteśmy lepiej przygotowani do walki jako ci, którzy są bardziej zainteresowani tymi kwestiami. W większym stopniu jesteśmy zaznajomieni z prawdziwym marksizmem niż nasi bracia i siostry na Zachodzie.

Widzisz wyraźniej, co się dzieje?

Tak i nie ulega wątpliwości, że jest to marksizm. W naszym kraju, gdy odwiedzisz Internet i znajdziesz jakiś artykuł o politycznej poprawności, zobaczysz jak ludzie komentują, mówią, że [poprawność polityczna] to komunizm i pytają: „Czy wy ludzie nie zdajecie sobie sprawy, że to jest komunizm?” To jest komunizm, a ludzie, którzy w ten sposób piszą, mają zazwyczaj bardzo wyraźną intuicję. I mają w tym słuszność.

Dr Cernea mówi, że to forma kulturowego marksizmu i gramscianizmu stoi za obecnym kryzysem rodziny. Teraz, z tym permisywnym rozluźnieniem pojawiającym się w moralnym nauczaniu Kościoła na temat małżeństwa i rodziny, wydaje się, że ta sama ideologia wnika również, a czasem nawet zalewa Kościół katolicki. Pamiętam, że gdy przeprowadzałam wywiad z biskupem Athanasiusem Schneiderem podczas Synodu o Rodzinie w 2015 roku, zapytałam go o nowy język „włączania” i „różnorodności”, który zaczął się pojawiać i przenikać do debaty. Odpowiedział w sposób ogólny, a następnie zarysował ważną paralelę do swojego wychowania w komunizmie:

Ponownie używa się języka bez treści, aby stworzyć i wyrazić nagromadzenie liter z pięknym dźwiękiem, ale bez substancji dźwiękowej. Jest to wypaczenie języka, aby osiągnąć cel sprzeczny ze Słowem Bożym. A to typowy gnostycyzm. […]

Dorastałem w komunizmie, chodziłem pięć lat do szkół komunistycznych i dobrze pamiętam ten do cna uwodzicielski język; używali bowiem tych samych pojęć, konceptów, ale w wypaczony sposób, kiedy mówili o „pokoju”. Mówili: „Och, my promujemy pokój”, ale wiedzieliśmy że w tamtych, komunistycznych czasach nie promowali pokoju, ale eksportowali broń na Kubę, do Angoli itd.; a więc był to „pokój”. A to jest cyniczne i podobnie wypacza prawdziwe znaczenie słów [takich jak miłosierdzie?].

Dla przykładu, jako dziecko uczące się w szkole komunistycznej pamiętam, że musieliśmy nauczyć się słynnej komunistycznej piosenki, dość sławnej w tamtym czasie, szło to mniej więcej tak: nasz kraj to piękny kraj z drzewami i lasem i nie znam żadnego innego kraju w którym ludzie mogą tak swobodnie oddychać. Swobodnie! Musiałem ciągle i ciągle śpiewać tę piosenkę. Kraj, w którym można swobodnie oddychać – w rzeczywistości był to kraj pełen więzień i obozów koncentracyjnych. To bardzo smutne, że teraz ta innowacyjna grupa biskupów używa na Synodzie wypaczonego języka aby promować antychrześcijańską agendę. [moje podkreślenia]

Warto było przedstawić ten rozszerzony cytat, ponieważ uważam że my wszyscy, katolicy, powinniśmy uczyć się na doświadczeniach tych członków Kościoła, którzy musieli żyć pod jakąś formą komunizmu i jego „kulturowej hegemonii” – i którzy mogą nam teraz pomóc „wyjść spod gruzu” i „nie żyć kłamstwem” (dwa określenia wielkiego Aleksandra Sołżenicyna, który, podobnie jak Dostojewski, jest bardzo kochany przez mojego męża).

Innym przykładem prałata, który wychował się w komunizmie i który teraz miał odwagę przeciwstawić się nowej, dławiącej ideologii w Rzymie, jest kardynał Joachim Meisner. Jak właśnie to przedstawiliśmy, napisał najpiękniejszy mały tekst, w którym wspomina o swoim wychowaniu w komunistycznych Niemczech Wschodnich – gdzie katolicy musieli różnie i bardzo cierpieć za swoją Wiarę – i w którym decyduje się nawet zacytować modlitwę, którą modlił się często będąc młodym człowiekiem. Ta modlitwa może być teraz pomocna także dla nas wszystkich. Brzmi ona:

„Panie, pozwól mi stać

Tam gdzie wieją burze,

I nie oszczędzaj mnie.

Dziecko musi zniknąć,

I dorosły musi się pojawić:

Nie bój się!”

Niech ta modlitwa inspiruje także tych prałatów w Kościele katolickim, którzy obecnie powstrzymują się od osobistej i, jeśli to konieczne, swojej publicznej braterskiej korekty papieża Franciszka – takich jak kardynał Robert Sarah i kardynał Gerhard Müller, którzy są prefektami Kongregacji pod Franciszkiem. Niech rozważą, w jakim stopniu ich lojalność wobec Franciszka może faktycznie stać ponad ważniejszą lojalnością wobec Chrystusa.

Kardynał Müller  – w posłuszeństwie poleceniu papieża Franciszka – wyraźnie odmówił komentarza w sprawie Czterech Kardynałów. Jednak jego nieumiejętność wypowiedzenia się na temat ich dubia może niestety zostać teraz zinterpretowana w taki sposób, by sugerować jego negatywną krytykę wobec nich. Prominentna niemiecka gazeta Die Zeit już zaczęła w ten sposób wnioskować. W artykule z 8 grudnia 2016 r., dla podsekcji Christ & Welt, autorka Christine Rietz pisze w odniesieniu do listu Czterech Kardynałów:

Za ten otwarty atak na Amoris Laetitia ostro krytykują ich wysoko postawieni kardynałowie i teologowie. Prefekt Kongregacji Nauki Wiary, kardynał Müller, już teraz pokazał instrumenty [dla ewentualnej interwencji] i skomentował, odpowiednio: „cóż, moglibyśmy interweniować i prowadzić „mediacje” jeśli otrzymalibyśmy odpowiednie polecenie [od papieża]…” Jeśli Święte Oficjum chce w czymś „mediować”, sprawy robią się interesujące.

To znaczy, że niezdecydowanie kard. Müllera by przyjść z pomocą Czterem Kardynałom, może być użyte jako kolejny instrument przeciwko tym właśnie kardynałom, z którymi blisko współpracował w przeszłości, szczególnie w celu obrony pełniejszego nauczania katolickiego o małżeństwie i rodzinie! Czy potrzebujemy teraz otrzymać od niego dalsze „wyjaśnienia”?

Kardynał Müller i inni prałaci, którzy podobnie chcieliby zachować ciszę, aby „przeżyć” ten pontyfikat, mogliby rozważyć niedawny artykuł Johna L. Allena. W tym artykule Allen w dobry sposób prezentuje metodę papieża Franciszka: ignorowanie tych prałatów Kościoła, którzy sprzeciwiają się jego reformie i robienie tego często poprzez ich omijanie i promowanie innych prałatów na miejsca, które są w randze nad nimi, co do ważności albo chociaż na takie, które w praktyce znaczą więcej.

Allen podaje zastosowanie tej metody na przykładzie Włoch, odnosząc się do Konferencji Episkopatu Włoch, której obecnie przewodniczy kard. Angelo Bagnasco, a jest on uważany za znacznie bardziej konserwatywnego niż papież Franciszek. Allen – który nie jest bynajmniej konserwatywnym katolickim dziennikarzem – opisuje, w jaki sposób Papież radzi sobie z tym „personalnym” problemem:

Jedną z opcji dla Papieża byłoby usunięcie Bagnasco i wyznaczenie innej osoby na przewodniczącego Konferencji. Zamiast tego zdecydował się pozostawić Bagnasco w pracy, jednocześnie umieszczając własnego człowieka na drugim miejscu, dając przy tym do zrozumienia, że nuncjusz [Galantino] cieszy się jego przychylnością, tak że wszyscy rozumieją, kto jest prawdziwym papieskim punktem odniesienia we włoskim episkopacie. [moje podkreślenia]

Czyż nie jest to tym samym, co uczynił skutecznie papież Franciszek z kardynałem Müllerem, pozostawiając go w swoim biurze, stawiając jednak ponad nim kard. Christopha Schönborna jako faktyczny autorytet doktrynalny?

W świetle tematu tego artykułu – mianowicie, że istnieje rosnące podobieństwo między obecnym kryzysem w Rzymie a technikami stosowanymi przez reżimy komunistyczne  i jej nomenklaturę w Rosji i państwach satelickich (również przez sieć Gułagu) – niektórzy z naszych obecnych hierarchów mogłoby wziąć pod uwagę historię komunistycznego przejęcia Rosji jak i innych miejsc: jak mienszewicy urabiali i przygotowywali miejsce dla działań bardziej represyjnych bolszewików. Aby dać mały przykład, dr Cernea powiedziała następująco w bardzo ważnym wystąpieniu z maja 2016 r.:

[W obliczu milczenia wielu biskupów katolickich w odniesieniu do komunizmu] Nic dziwnego, że chrześcijańscy demokraci nie tylko nie przeciwstawili się komunizmowi w Ameryce Łacińskiej, ale stali się nawet narzędziami komunistycznego przejęcia ich krajów – Salvador Allende objął władzę dzięki wsparciu Eduardo Frei. Rafael Caldera był ojcem chrzestnym Hugo Chaveza, zarówno w sensie dosłownym, jak i politycznym. [moje podkreślenia]

Ogólnie rzecz biorąc, owi życzliwi politycy (głównie socjaldemokraci i postępowi socjaliści) w wyłaniających się krajach komunistycznych zostali wkrótce potem usunięci ze swoich urzędów władzy, mimo ich wysiłków w dostosowaniu nowego i bardziej represyjnego systemu na rzecz “robienia czegoś dobrego w systemie”. Ci politycy mogli również nie być wystarczająco świadomi tego, jak ich własna kolaboracja – jako “pożytecznych idiotów” (Lenin) – była przydatna dla nowego reżimu poprzez dawanie wystarczającej osłony i wiarygodności, aby nie obudzić zbyt szybko niepokoju i prowokacyjnych podejrzeń. Ludzie musieli być spokojni.

W ten sposób możemy nadal modlić się za tych, którzy jeszcze się nie wypowiedzieli – lub wystarczająco nie obudzili. Niech wszyscy wyjdą i pomogą nam wszystkim wyjść spod duszącego gruzu. Chrystusowa prawda, której ufamy, uwolni nas! Niech Najświętsza Matka – która ostrzegała nas prawie 100 lat temu przed rozprzestrzenieniem się “błędów Rosji” – pomoże nam teraz w walce z tymi subtelnymi (i czasem rażącymi) błędami w Rzymie. Matko Boża Fatimska, módl się za nami.

Tłumaczenie własne

Have the “Errors of Russia” Now Infected Rome?