Autor: ks. dr Maciej Sieniatycki
Źródło: ks. dr Maciej Sieniatycki, Etyka katolicka. Podręcznik szkolny, Kraków 1925. [reprint Wydawnictwa Antyk: Etyka katolicka. Wykład dla młodzieży]

Część 1 | Część 2 | Część 3 | Część 4

1. Pojęcie wiary

Według Soboru Watykańskiego (sess. III., cap. 3) wiara jest to “cnota nadprzyrodzona, przez którą, przy pomocy łaski Bożej, uznajemy za prawdę, co Bóg objawił, nie dlatego, żeśmy naturalnym światłem rozumu prawdę objawioną pojęli, lecz dla powagi Boga objawiającego, który nie może się mylić, ani nas w błąd wprowadzić”. Określimy, co według tej definicji jest naturą, przedmiotem i motywem wiary.

1.1 Natura wiary. Wiara jest “cnotą nadprzyrodzoną”, tj. stałą skłonnością, wlaną nam przez Boga, do uznania za prawdę tego, co Bóg objawił. Nie jest to tedy skłonność własnymi siłami nabyta, lecz przez Boga na chrzcie św. nam wlana. Byśmy za tą skłonnością pójść mogli i nie opierali się jej, pomaga nam jeszcze uczynkowa łaska Boża, dlatego jest powiedziane, że wiara jest to “cnota nadprzyrodzona, przez którą, przy pomocy łaski Bożej, uznajemy za prawdę, co Bóg objawił”.

1.2 Przedmiot wiary. Przez wiarę uznajemy za prawdę “co Bóg objawił”. Przedmiotem tedy wiary jest tylko to, “co Bóg objawił”. To co Bóg objawił, znajduje się w Piśmie św. i Tradycji; mógłby tedy ktoś z tych dwóch źródeł się dowiedzieć, co Bóg objawił. Ponieważ atoli to nie dla wszystkich jest możliwe, a i ci, którzyby z tych źródeł czerpali, mogliby się łatwo pomylić, przeto Bóg ustanowił Kościół, nieomylny w rzeczach wiary i polecił mu, by z Pisma św. i Tradycji poznawał prawdy objawione i nieomylnie je wiernym podawał do wierzenia. Dlatego wiarę można określić także tak, jak określa katechizm, że jest to “nadprzyrodzona cnota, która nas skłania do uznania za prawdę tego, co Bóg objawił, a Kościół katolicki do wierzenia podaje”.

1.3 Motyw wiary. Wierzymy “nie dlatego, żeśmy naturalnym światłem rozumu prawdę objawioną pojęli, lecz dla powagi Boga objawiającego”. Motyw, dla którego coś za prawdę uznajemy, może być trojaki: a) albo, że jest rzeczą widoczną, iż inaczej być nie może, np. całość jest większa od swej części; b) albo, że może być sprawdzone doświadczeniem lub udowodnione rozumem; dla takich motywów przyjmuje się prawdy fizyki, geometrii itp.; c) albo w końcu, opierając się na powadze (autorytecie) drugiego, lub na wiarygodności świadka. Byłoby rzeczą nierozumną przyjmować tylko to za prawdę, co jest widoczne, albo co się da doświadczeniem stwierdzić lub udowodnić logicznie. Gdyby tak było, to by trzeba historię zarzucić, bo, jak udowodnić istnienie Cezara, Napoleona, jeśli nie będziemy się opierać na świadkach drugich; albo w jaki sposób ma ktoś nabyć wiedzy z dziedziny: astronomii, fizyki, historii naturalnej itp., jeśli nie będzie wierzył ludziom uczonym w tej dziedzinie wiedzy, kiedy sam nie będąc uczonym, nie może prawd wszystkich z tych dziedzin ani zbadać, ani doświadczeniem stwierdzić, ani sobie udowodnić? “Akt wiary, czyli uznanie, czegoś dla powagi mówiącego, jest podstawą wszystkich stosunków życiowych, społecznych, przemysłowych, naukowych… Na wierze ludzkiej opiera się cała kultura i postęp, z niej rodzą się najszlachetniejsze uczucia serca ludzkiego. Uczeń przez wiarę bierze naukę od profesora… uczony przyjmuje od drugiego uczonego wyniki jego badań, kupujący wierzy uczciwości kupca, dziecko wierzy ojcu i matce”.

Otóż motywem mej wiary religijnej nie jest ani widoczność prawd wiary, ani sprawdzenie ich przez doświadczenie czy dowód rozumowy, lecz autorytet Boga, który nam te prawdy objawił, a Kościół katolicki to objawienie nieomylnie poręczył. Dlatego przy wierze religijnej nie chodzi o to, byśmy prawdę, w którą mamy wierzyć, rozumieli i umieli ją sobie udowodnić, lecz o to, czy ją Bóg objawił, czy nie, o czym się dowiedzieć możemy nieomylnie od Kościoła św. Bo jeśli ją Bóg rzeczywiście objawił, mamy w nią wierzyć na słowo Boże, bo wiara jest uznaniem za prawdę tego, co Bóg powiedział. Dlatego zupełnie błędne mają pojęcie o wierze ci, którzy nie chcą w prawdę, przez Boga objawioną, wierzyć z tego powodu, że jej nie rozumieją lub jej bezpośrednio nie odczuwają.

2. Geneza wiary

2.1 W akcie wiary bierze udział: rozum, wola i łaska.

a) Udział rozumu. Ponieważ wiara jest uznaniem prawdy, dlatego że ją Bóg objawił, przeto rozum, zanim obudzi sobie akt wiary, musi wprzód się przekonać, że Bóg daną prawdę rzeczywiście objawił; przeto pierwszą czynnością rozumu jest stwierdzić fakt objawienia. Stwierdza to, wykazując, że dana prawda znajduje się w Piśmie św. lub w Tradycji, albo w obydwóch tych źródłach objawienia. Ponieważ tego rodzaju dowód nie każdy człowiek jest zdolny przeprowadzić, przeto, jak już powiedzieliśmy, jest krótsza droga do przekonania się, czy dana prawda jest objawioną. Chrystus ustanowił Kościół katolicki, który ma istnieć niezmieniony aż do końca świata, dał mu dar nieomylności i jemu powierzył, jakby w depozyt całe objawienie. Że tak rzeczywiście było łatwo wykazać z Pisma św. i Tradycji [1]. Zresztą “Kościół sam przez się, dla swego podziw budzącego rozszerzania się, nadzwyczajnej świętości i stałości niezwyciężonej jest wielkim i ustawicznym motywem uwierzytelniającym swój Boski początek… Jest on jakby znakiem wysoko wzniesionym między narody, które zaprasza do siebie, a dzieci swe upewnia, że ich wiara opiera się na najsilniejszej podstawie” [2].

b) Udział woliuczucia. Chociaż rozum wykazał, że pewne prawdy są przez Boga objawione, niekoniecznie musi je uznać za prawdy. Przyczyna leży w tym, że rozum, o ile nie pozostaje pod wpływem innych władz duszy, tylko te prawdy uznaje, których oczywistość czy to bezpośrednio, czy pośrednio, jest mu widoczną. Ponieważ niektóre z prawd objawionych są tajemnicami, a więc są dla rozumu niewidoczne, a inne choć mogą być udowodnione, mogą nasuwać przynajmniej nieroztropne wątpliwości, a wszystkie bywają wierzone, nie dla oczywistości wewnętrznej, ale dla powagi objawiającego Boga, przeto rozum może się opierać w uznaniu ich za prawdy. Dlatego wola musi skłaniać rozum, by się na prawdy objawione zgodził. Kiedy rozum przedstawi woli i uczuciu nie tylko fakt objawienia danej prawdy, ale także jej piękność, jej uszlachetniający wpływ na życie, nagrodę w życiu przyszłym za uwierzenie w tę prawdę, wola i uczucie pociągnięte tymi przymiotami prawdy, pobudzają rozum, by nie lekceważył trudności i uznał ją za prawdę, skoro ma dostatecznie udowodnione, że ją Bóg objawił.

c) Udział łaski. Rozumowi i woli pomaga łaska w akcie wiary. Łaska oświeca rozum, by widział, że dowody uzasadniające fakt objawienia danej prawdy są dostateczne, że wątpliwości przeciw prawdzie wysuwane są bezpodstawne, na uprzedzeniach raczej oparte, niż na rzeczywistej wartości. Łaska pociąga wolę i uczucie ku prawdzie objawionej, odsłaniając jej piękno, dobroczynne skutki dla życia i dla wieczności. Łaska osłabia namiętności, które się buntują przeciw uznaniu prawdy, bo widzą w niej dla siebie śmierć, a przynajmniej wielkie ograniczenie. Łaska dodaje męstwa do pokonania wszystkich, nieraz przykrych następstw w życiu, idących za przyjęciem danej prawdy. Tysiączne motywy, oczywiście zgodne z rozumem, może łaska podsunąć rozumowi i woli tak, że człowiek w końcu dobrowolnie się zgadza na uznanie objawionej prawdy i obudza w sobie akt wiary w tę prawdę.

2.2 Z przedstawionej genezy aktu wiary wynika, że wiara jest przede wszystkim aktem rozumu, bo wiara jest zgodą rozumu na prawdę objawioną, ale że na powstanie takiego aktu rozumu wpływa wola i uczucie człowieka, a przede wszystkim łaska. Nie jest więc prawdą, jakoby w wierze pojętej po katolicku panował czysty intelektualizm, bo w akcie wiary biorą udział wszystkie władze duszy i łaska Boża.

2.3 Akt wiary nie jest ślepym uznaniem czegoś za prawdę, ale jest aktem rozumnym, bo przyjmujemy pewną prawdę, przekonawszy się wprzód, że jest przez Boga objawioną, akt wiary jest, jak słusznie mówi Sobór Watykański “rozumnym posłuszeństwem”. Wiara katolicka zaspokaja najgłębsze potrzeby duszy ludzkiej: wznosi umysł człowieka ponad świat zmysłowym, rozwiera przed nim nowe, niemierzone horyzonty prawdy; daje jego woli trwalsze oparcie, niżby mu dać mogła własna myśl, a przez to daje mu siłę; udoskonala, uświęca życie jednostki i wznosi je do najwyższego ideału doskonałości, “wykształca rodziny, tworzy narody, dźwiga silne państwa, a ludzkości całej za współdziałanie z nią, ofiaruje pokój, ład, dobrobyt i szczęście”.

3. Błędne pojęcie wiary

W akcie wiary biorą udział, jak widzieliśmy, rozum, wola i łaska Boża. Udział rozumu w akcie wiary jest istotny, bo wiara jest uznaniem rozumu za prawdą, co Bóg objawił. Zupełnie błędnie pojmują wiarę następujące teorie:

3.1 Tradycjonaliści [3] (błędy z XVIII i początku XIX w.) obniżali zbytnio wpływ rozumu na akt wiary, twierdząc, że rozum sam z siebie nie jest zdolny poznać ani istnienia Boga, ani faktu objawienia, a więc samych podstaw wiary, ani żadnych w ogóle prawd religijnych. Wszystkie prawdy religijne znamy tylko z objawienia i tylko przez wiarę możemy coś o Bogu wiedzieć.

Przeciw temu błędowi Kościół katolicki naucza, że rozum poprzedza wiarę, “udowadniając fundamenty wiary”, jak istnienie Boga, jego przymioty, zwłaszcza jego prawdomówność, a skoro kto już doszedł do wiary, rozum bada prawdy objawione, wykazując ich zgodność z rozumem, rozwiązując trudności przeciw prawdom podnoszone. Gdyby rozum nie mógł poznać Boga i faktu objawienia, zanim uwierzy, to by wiara jego była ślepą i nierozumną, bo wiara jest uznaniem za prawdę tego, co Bóg objawił, więc musi ją poprzedzić poznanie rozumowe istnienia Boga, jego prawdomówności i faktu objawienia.

3.2 Racjonaliści. W przeciwieństwie do poprzedniego błędu, racjonaliści nie uznają nic za prawdę jak tylko to, co rozum może poznać i udowodnić. Rozum uznają za jedyne źródło wszelkiej prawdy, przeto odrzucają wszelkie objawienie.

Przeciw racjonalistom nauka katolicka głosi: a) rozum nie jest jedynym źródłem poznania ludzkiego, choć i rozumem niektóre prawdy religijne poznać można, ale daleko pewniejszym, obfitszym źródłem poznania religijnego jest wiara na objawieniu oparta. Wiara nas uczy i takich prawd, których rozum żadną miarą poznać nie może, wiara odsłania nam daleko szersze i wyższe horyzonty poznania, niż to rozum może zrobić. Że Bóg może wejść w kontakt ze swym rozumnym stworzeniem i udzielić mu prawd, które przewyższają jego rozum dla nikogo nie może być wątpliwym, kto uznaje osobowego Boga, Stwórcę i Ojca rozumnych stworzeń, kto uznaje jego nieskończoną wszechmoc i mądrość. Jeśli człowiek człowieka może pouczyć o niejednej prawdzie, dlaczego by Bóg tego uczynić nie mógł?

b) rozum i wara nie są sobie przeciwne. Wiara nie jest nieprzyjaciółką wiedzy, a jeśli kiedy są pozorne sprzeczności między wiedzą i wiarą, to one pochodzą albo z fałszywego pojmowania prawd wiary, albo stąd, że się hipotezy naukowe bierze za pewniki.

3.3 Moderniści (najnowszy błąd, a raczej zbiór błędów potępiony przez Piusa X. 1907 r.) wyprowadzają wiarę z uczucia. Dusza ludzka, mówią, odczuwa w pewnych okolicznościach, intuicyjnie bóstwo, wchodzi z nim doświadczalnie w kontakt i skoro przylgnie do Boga, w głębi duszy się jej objawiającego, ma wiarę. Nie rozum tedy, ale uczucie, serce, własne doświadczenie, bezpośrednie zetknięcie się z Bogiem prowadzi do poznania Boga i do wiary. Objawienia tzw. zewnętrzne, cuda, proroctwa itp. znaki, upewniające nas o objawieniu nam prawd przez Boga, modernizm odrzuca.

Między wiarą a wiedzą, nie może być, twierdzą moderniści, w ich systemie konfliktu, bo wiedza jest przedmiotem rozumu, a wiara jest przedmiotem uczucia; choćby tedy rozum przeczył istnienia Boga i innych prawd religijnych, to wiara przez to nie będzie zachwianą, bo przedmiot wiary jest przedmiotem uczucia, a nie rozumu.

Przeciwko modernistom Kościół uczy, że wiara nie jest produktem uczucia i doświadczenia bóstwa, ale opiera się na objawieniu zewnętrznym, które da się poznać jako fakt rzeczywisty przez znaki boże: cuda i proroctwa przede wszystkim. a) uczucie doświadczonej obecności Boga w nas może być złudzeniem, wytworem naszej wyobraźni. b) modernizm otwiera drogę ateizmowi, bo ci, którzy nie doświadczają objawienia się im bóstwa, a ci stanowią ogromną większość ludzkości, byliby wolni od wiary w Boga. c) modernizm obniża wartość religii w oczach ludzi rozumnych, opierających się w swych czynnościach na rozumie, a nie na zmiennym i ułudnym uczuciu. d) modernizm szerzy indyferentyzm religijny, bo w każdej religii mogą mieć miejsce modernistyczne objawienia się bóstwa, uczucia i doświadczenia, a więc albo wszystkie religie są prawdziwe, albo wszystkie fałszywe.

Twierdzenie modernistów, iż może ktoś uczuciem wierzyć w prawdy religijne, a równocześnie rozumem uznawać je za fałszywe, jest sprzeczne z rozumną naturą ludzką, która nie może czegoś uznawać równocześnie za prawdę i za fałsz.

3.4 Wolność myśli i badania. Wiara nie sprzeciwia się uprawnionej wolności myśli. Rozum jest dany człowiekowi do poznania prawdy. Skoro tedy pozna prawdę, nie może jej pod pozorem wolności zaprzeczać, nie przyjąć, nie poddać się jej. Nikomu np. nie wolno nie uznać, że 3 + 3 = 6. Rozum ogranicza. A zatem skoro wiara podaje prawdy przez Boga objawione, człowiek nie ma moralnie wolności przyjęcia ich lub nie, ale tak samo nie ma jej i wobec prawd naturalnych. Wolność myśli jest tedy względna, tam ma tylko zastosowanie, gdzie nie ma pewności, czy dana myśl jest prawdziwą. Takiej wolności wiara się nie sprzeciwia.

To samo trzeba powiedzieć o wolności badania. Badanie ma za cel znalezienie prawdy. Wszystko tedy, co uczonemu pomaga do znalezienia prawdy, a chroni go od błędu, jest dobrodziejstwem dla niego, ogranicza wprawdzie jego wolność badania, ale ogranicza w sposób uprawniony. Taką pomocą jest wiara, która podaje uczonemu prawdy, przez Boga objawione, których gdy się będzie trzymał, uchroni się od błędu. Gdyby tedy badania doprowadziły uczonego do odmiennych wyników, niż wiara uczy, będzie to znakiem dla niego, iż się w badaniach pomylił, przeto jeszcze raz swe badania uważnie przeprowadzi. W kwestiach niedotyczących wiary, wolność badania uczonego nie jest w niczym przez wiarę ograniczoną.

Przypisy:

[1] Zob. moją Dogmatykę katolicką

[2] Sobór Watykański cap. 3 de fide

[3] [Od redakcji] Należy odróżnić od współczesnego i potocznego określenia katolików, które dosyć niefortunnie jest stosowane dla nieinwazyjnego rozróżnienia między nimi, a neomodernistami, którzy przejęli Kościół na Vaticanum II i przekształcają go wedle swoich zasad od ponad 50 lat.