W zeszłym wieku (XVIII), kiedy ile głów zarozumialszych, tyle też tłumaczeń Pisma św. różnych powstało, pokazał się osobliwy człowiek w wykładzie jego nauki moralnej, która obok siebie wiary nie dopuszcza; a ten był Emmanuel Kant, Profesor Filozofii na Uniwersytecie Królewieckim. Będąc on wychowany wśród uchwalonej na wszystko wolności sumienia, nieodrodne od swojego szczepu, z którego wyszedł, owoce wydał. Wzbudzony żądzą nabycia sławy, umyślił szukać jej w nowości, dosyć szczęśliwy, podług swojego zdania, że trafił na błąd, którego nikt przed nim przynajmniej jawnie nie odważył się nauczać i popierać. Chełpliwy z pierwszych powodzeń swoich, ogłosił w swych pismach, że pokaże dokąd rozum ludzki swoim objęciem sięgnąć zdoła; a tak uwielbiany i naśladowany od wielu, na gruzach starej prawdy nowy błąd i kłamstwo postawić usiłował. Rozumienie swoje Pisma św. moralnym nazwał, i na tych je niby niewzruszonych zasadach oparł:

  1. Zmysły są jedynym sposobem, przez który rozum przekonać się może o istnieniu i własnościach rzeczy; czego tedy zmysły nie dojdą, tego rozum twierdzić z pewnością nie może.
  2. Rozum w religii nie może mieć ani udziału, ani zasługi; wszystkie zatem rzeczy, które do rozumu tylko należą, i w których on zgłębianiu na próżno się wysila, żadnej nie mają wartości.
  3. Cała religia polega tylko na przyzwoitych i uczciwych obyczajach, tę zaś uczciwość nabywa się przez cnoty towarzyskie, którymi kojarzą się i utrzymują związki społeczeństwa.

Te zasady położywszy wnosił:

  1. Iż tylko nauki przyrodzone na doświadczeniu zmysłowym oparte, mają niezawodną pewność. Reszta, gdzie rozum badać albo się przed powagą Objawienia upokarzać musi, jest zajęciem niegodnym człowieka i wprost przeciwnym jego szlachetnemu przeznaczeniu.
  2. Prawdy w Piśmie świętym do wierzenia rozumowi podane, jeżeli się nie dają naciągnąć jakim bądź sposobem do ukształcenia woli i poprawy obyczajów, można je odrzucić chociażby najściślej były przykazane.

Te są jego zasady wprost dążące do usunięcia wszelkich tajemnic z religii, tak dalece, że sam nawet Syn Boży, u tego bezbożnika, nie był czym innym, tylko pięknym pomysłem i zebraniem towarzyskich cnót, wystawionym w myśli na kształt osoby miłej Bogu. Gdy zaś do tłumaczenia Pisma św. tylko sam rozum naznacza, i ten jeszcze tak ogranicza, aby zgoła nic nie stanowił, nic nie wnioskował, o czym by się wprzód przez zmysły nie przekonał, któż tu nie widzi, że tym jednym zamachem dąży do zniweczenia odwiecznie utrzymywanych między wszystkimi narodami prawd? Bo któż chwyciwszy się tej zasady, będzie jeszcze chciał wierzyć, tak jak zawsze wierzono, w nieśmiertelność duszy, w wieczne nagrody i kary, w Boga albo wprost przez Siebie albo przez posługę Aniołów objawiającego ludziom Swoją wolę, gdyż o tym rozumu jego ani oko, ani ucho, ani żaden inny zmysł przekonać nie jest w stanie.

Tak tedy Kant, Emmanuel z imienia, co znaczy Bóg z nami, jest prawdziwym bezbożnikiem, i tylko dlatego to piękne imię zdaje się na sobie nosić, żeby swoimi szkaradnymi błędami ciągle się Bogu sprzeciwiał. Wszakże pomimo to, że wytyczył prostą drogę do zagłady Bóstwa, i do zniszczenia religii, i do zhańbienia rozumu, wzbudził jednak w wielu podziw. Poszły za jego nauką szkoły, Akademie, Towarzystwa uczone, ogłaszano tego zawołanego mędrca dowcipu przenikliwość i głębokość rozumu, i jeszcze dziś o jego zasługi w świecie uczonym spór wiodą; jakby to było trudno ocenić stopień nagrody dla tego, który Boską cześć w towarzyską korzyść zamienił, religię bez wiary wymyślił, rozum w ciemnych granicach zmysłów uwięził i wskazał drogę do życia rozpustnego.

I te to są smutne obłąkania, które Bóg dopuszcza na odszczepieńców od Kościoła Katolicko-Rzymskiego, że jednomyślności między sobą nigdy utrzymać nie mogą. Przed trzema wiekami w Wittembergu i w Genewie wiara zastępowała wszystko [1], a dobre uczynki zgoła nie były potrzebne do zbawienia, za czasów zaś Kanta uczynki i cnoty towarzyskie w Królewcu stanowiły całą religię, a wiara na nic się nie zdała.

Wzdryga się zdrowy rozum na brednie, których nawet pogańscy Filozofowie dopuścić nie śmieli, jak widać z ich wyroczni i tajemnic. Ależ [(może ktoś powiedzieć)] za mędrcem naszym stoją Pisma św. wyroki, gdzie tyle przykazów jest o dobroczynności, o wspólnej zgodzie, o darowaniu uraz. Tak jest, te wykonać trzeba, lecz i czego wiara nas uczy nie zaniedbywać. Inaczej byłoby to podobnie jak z tych słów Chrystusa: Nie sądźcie a nie będziecie sądzeni (Math. VII, 1) wnosić, że do wiecznego uszczęśliwienia się dosyć jest unikać płochego posądzania, a zabójcom, cudzołożnikom, niedowiarkom niebo obiecywać, dokąd ich jednak sam Chrystus nie dopuszcza (Apocal. XXII, 15). Wyroki tedy Pisma św. nie są wszystkie zamknięte w jednym punkcie jego, ale są podzielone na te, w które wierzyć i te które wypełniać koniecznie potrzeba. Bo jeżeli nam zalecono abyśmy przez dobre uczynki pewne czynili wybranie nasze (2 Petr. I, 10) tedy również przykazano, żebyśmy podbijali wszelki rozum pod posłuszeństwo Chrystusowe (2 Cor. X, 5).

Skoro więc chcemy takiej trzymać się religii jaką Chrystus ustanowił i przez Ewangelię podał, tedy powinniśmy niezbędnie wierzyć w to, co nam taż Ewangelia do wierzenia podaje. Wyraźnie bowiem Chrystus rzekł: Przepowiadajcie Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzci się, zbawiony będzie, a kto nie uwierzy, będzie potępiony (Marc. XVI, 15). I św. Paweł też naucza: że bez wiary niepodobna jest podobać się Bogu (Hebr. XI, 6). Cały człowiek jest obowiązany czcić Boga, bo cały przez Niego jest stworzony; a zatem i rozum swój powinien uniżyć przed Jego Boskim Majestatem. To zaś dopiero się wtedy dzieje, gdy się w to wierzy czego się nie widzi i rozumem nie pojmuje. Bo wiara jest gruntem tych rzeczy, których się spodziewamy, wywodem rzeczy niewidzialnych, mówi św. Paweł (Hebr. XI, l). Kanta więc religia bez wiary niby to z Ewangelii wyciągnięta, nie jest religią Chrystusa, ale Kanta. A iż taż żyć pozwala jak się komu podoba, poszło za tym, że wielu stronników znalazła, z tych, którym bydlęce życie smakuje. (Alber, Institutiones Hermeneuticae, T. I, cap. 5. § 21).

Przypisy:

[1] Od Redakcji: Pamiętajmy przy tym, że protestanci rozumieją wiarę w zupełnie inny sposób niż katolicy. Don Pietro Leone w swoim eseju ukazuje tę różnicę: Według Lutra, Wiara polega na zaufaniu, że Bóg w swoim miłosierdziu wybaczy człowiekowi z powodu Chrystusa, kiedy to Kościół naucza, że Wiara polega na przyjęciu Objawienia z powodu autorytetu Boga, który je odsłania.

Ks. Franciszek Pouget, Nauki Katolickie w sposób katechizmowy, w których wyłożone są w krótkości z Pisma świętego i Podania: dzieje, zasady Religii, moralność chrześcijańska, Sakramenta, modły, obrzędy i zwyczaje Kościoła, Tom II, Warszawa 1830, s. 79-81.

Do swego rodzaju dogmatyzmu moralnego Immanuela Kanta nawiązuje kard. Louis Billot SI w książce Tradycja kontra modernizm, rozdział 5: Dogmatyzm moralny, czyli ruina doktryny katolickiej.