Filozofia Hansa Ursa von Balthasara i Henriego de Lubaca: Popękane cysterny

Autor: James Larson
Źródło: Christian Order
Publikacja: marzec 2006 r.

Część 1 | Część 2

 

Bo podwójne zło popełnił mój naród: opuścili Mnie, źródło żywej wody, żeby wykopać sobie cysterny, cysterny popękane, które nie utrzymują wody. (Jr 2,13)

Tylko uznaj swoją winę, że zbuntowałaś się przeciw Panu, Bogu swemu, i włóczyłaś się po wszystkich drogach [ku obcym] – pod każdym zielonym dębem, a głosu mojego nie słuchałaś – wyrocznia Pana. Wróćcie, synowie wiarołomni (…) I dam wam pasterzy według mego serca, i będą was paść umiejętnością i nauką. (Jr 3,13-15)

W 1952 r. ukazała się niewielka publikacja Hansa Ursa von Balthasara zatytułowana Burzenie bastionów (wydanie angielskie: Razing the Bastions, Communio Books, Ignatius Press, 1992). Sam von Balthasar nazwał ją „małą programową książeczką”. Wydanie Ignatius Press posiada wstęp ojca (teraz kardynała) Christophera Schönborna, który zawiera następujący fragment:

Van Balthasar sam wskazał, w rozmowie z Angelo Scolą [teraz także kardynałem] w 1985 r., że Sobór Watykański II („oczywiście niezależnie ode mnie”) „przyjął” znaczną część tego programu, a także „pogłębił go i wyłożył”. W tej samej rozmowie von Balthasar powiedział z niewątpliwą jasnością, że nadal w pełni opiera się na treściach „Burzenia bastionów”.

W tym artykule omówimy zawartość tej książki i jej „program”. Ale najpierw trochę więcej informacji dotyczących kontekstu.

Krąg wpływów

W 1972 r. von Balthasar wraz z Josefem Ratzingerem, Henrim de Lubac’iem i innymi założyli pismo Communio, który miał stanowić forum dla dyskusji i implementacji tego programu w Kościele. Polską edycję Communio założył Karol Wojtyła. Pobranie próbek od niektórych autorów w okresie 1974-2004 może nam wiele powiedzieć na temat osób zaangażowanych w ten ruch (z wyjątkiem kard. Ratzingera, podaję ich aktualne tytuły):

O. Hans Urs von Balthasar: 61 artykułów; David Schindler (dziekan Instytutu Studiów nad Małżeństwem i Rodziną im. Jana Pawła II, obecny redaktor naczelny Communio): 42 artykuły; kard. Josef Ratzinger: 35 artykułów; kard. Quellet: 14 artykułów; kard. Walter Kasper: 13 artykułów; kard. Angelo Scola: 13 artykułów; o. Jacques Servais (obecnie szef Casa Balthasar w Rzymie): 10 artykułów.

W 1989 r. powstała Casa Balthasar, założona przez o. Jacquesa Servaisa, kard. Schönborna, kard. Quelleta (wszyscy wymienieni powyżej) i o. Josepha Fessio, z kard. Josephem Ratzingerem jako jego kardynałem obrońcą. Jej cel (określony w oświadczeniu wydanym przez o. Fessio we wrześniu 1999 r., biuletyn Adoremus – o. Fessio jest również członkiem komitetu wykonawczego Adoremus) jest następujący:

Celem Casa jest zapewnienie formacji ignacjańskiej inspirowanej osobami i pismami Hansa Ursa von Balthasara, Henriego de Lubaca SJ i Adrienne von Speyr. Jest to także dom rozeznawania, ponieważ jest przeznaczony dla młodych mężczyzn w wieku od 20 do 30 lat, którzy doświadczają określonego powołania do naśladowania Chrystusa…

Krąg wpływów zostaje poszerzony z tego zestawu głównych osobistości i instytucji. Na przykład, o. Fessio założył Ignatius Press (z wyłącznymi prawami do angielskich wydań książek kard. Ratzingera, a także wydawca ponad 60 książek von Balthasara i 9 autorstwa Adrienne von Speyr). Jest także współzałożycielem Ave Maria College i obecnie jego dziekanem. O. Fressio napisał swoją pracę doktorską pod kierunkiem kard. Ratzingera na temat eklezjologii Hansa Ursa von Balthasara. Co ciekawe, również prezydent Ave Maria College, Nicholas Haely, napisał swoją rozprawę doktorską na temat von Balthasara.

Kard. Ratzinger miał oczywiście ogromny wpływ poprzez swoje prywatne pisma, a także poprzez swoją pracę jako prefekt Kongregacji Doktryny Wiary. Odwołując się do jego artykułów lub książek napisanych jeszcze zanim został papieżem, będę go nadal nazywał kardynałem Ratzingerem. W ten sposób pozostawiam otwartą możliwość zmian w jego myśleniu dzięki łasce obecnego Urzędu.

To właśnie ta grupa ludzi wyznaczyła podstawową filozoficzną i teologiczną orientację drugiej połowy XX i początku XXI wieku. Bezsprzecznie to Henri de Lubac i Hans Urs von Balthasar byli głównymi autorytetami w tej macierzy. De Lubac jest często nazywany „ojcem nowoczesnej teologii”, a von Balthasar uważany jest za największego duchowego pisarza w tym ruchu.

Jeśli więc mała książeczka Burzenie bastionów została ogłoszona przez von Balthasara jako zawierająca program nie tylko jego własnej osobistej filozofii, ale także jako „program”, który został w dużej mierze przyjęty przez Sobór Watykański II, powinniśmy zwrócić na nią szczególną uwagę.

Głębokie i mętne wody

Większość uzasadnionego sprzeciwu wobec von Balthasara i jego pism skupiła się na jego przypuszczalnym orygenizmie, a także na jego anormalnych teoriach dotyczących Męki Pańskiej, a zwłaszcza „zstąpienia do piekieł” Chrystusa w Wielką Sobotę (wiele z tego wiąże się również z jego bliskim „związkiem” z Adrienne von Speyr).

Głównym twierdzeniem tego artykułu jest jednak to, że te tematy są jedynie peryferyjne względem rzeczywistych problemów z pismami von Balthasara i że jego (a także de Lubaca) głębsze zniekształcenia katolickiej filozofii i teologii są głównymi czynnikami modernistycznej dominacji nad katolickim życiem i myślą po Soborze Watykańskim II.

Prosiłbym na początku tej serii, aby czytelnik był cierpliwy, a nawet żeby przeczytał ponownie to, z czym on lub ona mają się zetknąć. Wkraczamy na głębokie i mętne wody. Jak powiedział kard. Siri w odniesieniu do la nouvelle théologie [nowej teologii]: „uciekają słowa”. Dołożymy wszelkich starań, by je zatrzymać i zmusić do tego, aby doznały bliższej lustracji i ekspozycji.

Może okazać się bardzo pomocnym dla naszego zadania zrozumienia szkodliwych błędów modernizmu, rozpoczęcie od tego, co jest skierowane bardziej ku powierzchni, a następnie przejście do tego, co głębiej. Zacznę więc od von Balthasara, pozostawiając go do przyszłego miesiąca, kiedy to zajmiemy się fundamentalnym błędem de Lubaca, który uczynił ten cały „program” możliwym.

Wspomnę tylko, że wypaczenie korzeni katolickiej doktryny przez de Lubaca (pomimo faktu, że zarówno on, jak i jego zwolennicy stanowczo zaprzeczają takiemu zarzutowi) obejmuje zaprzeczenie całkowitej nieciągłości, która istnieje między nadprzyrodzonym życiem Boga a ludzką naturą, a zatem na zaprzeczeniu absolutnej darmowości jakiegokolwiek daru, który w jakikolwiek sposób pociąga za sobą udział w boskim życiu Boga.

Takie pomieszanie natury i łaski nieuchronnie zaprzecza, bezpośrednio lub pośrednio, absolutnemu rozróżnieniu między bytem Boga a bytem człowieka. Jest to „początek wszystkich herezji”. Nie jest to jednak koniec wszystkich herezji; nie zachodzi żadne ograniczenie zdolności upadłej ludzkiej natury do wyczarowywania nowych odmian dla tak starych kłamstw – mam nadzieję, że stanie się to całkowicie jasne zarówno dzięki aktualnemu badaniu Burzenia bastionów, jak i dzięki współtowarzyszącemu jemu w przyszłym miesiącu artykułowi, który przeegzaminuje książkę Henriego de Lubaca pt. Nadprzyrodzoność.

Burzenie bastionów

Chciałbym rozpocząć moją analizę Burzenia bastionów cytatem, który nie tylko rozsierdzi większość czytelników Christian Order, ale również posłuży jako wbicie się w serce myśli von Balthasara:

Uhonorowanie tradycji nie zwalnia nikogo z obowiązku rozpoczynania wszystkiego od początku za każdym razem, nie z Augustynem, Tomaszem, czy Newmanem, ale z Chrystusem. Największe postacie chrześcijańskiej historii zbawienia są honorowane tylko przez tego, kto dzisiaj robi to, co oni by zrobili, gdyby żyli dzisiaj. Porównanie jest szybko dokonywane i pokazuje ogromne zubożenie, nie tylko w duchu i życiu, ale także zupełnie egzystencjalnie: w myślach i punktach widzenia, w tematach i ideach, kiedy ludzie są zadowoleni z rozumienia tradycji jako przekazu gotowych rezultatów. Objawia się od razu nuda, a najmądrzejsza systematyka nie przekonuje, pozostaje mało istotna. Małe grupy tych, którzy zrozumieli się nawzajem i kultywowali to, co uważają za tradycję, stają się coraz bardziej ezoteryczne, obce względem świata i coraz gorzej rozumiane, choć nie zniżają się do tego, aby zwracać uwagę na swoją alienację. I pewnego dnia wichura, który uderza w wyschniętą gałąź, nie może być już dłużej odroczona i ten rozpad nie będzie wielki, ponieważ to, co się zawaliło, było już od długiego czasu pustą skorupą. (s. 34-35)

Nie ma wątpliwości, że twórczość von Balthasara jest przejmująca i że ma hipnotyzujący wpływ na wielu ludzi. Znaczna część tego efektu wynika z użycia pojęć i zwrotów, które nazwałbym poetyckimi eufemizmami. Często te eufemizmy niosą pejoratywne konotacje, zwłaszcza gdy odnoszą się do takich rzeczy jak Tradycja, zdefiniowany dogmat, scholastycyzm i dzieła papieży z XIX i początku XX wieku (Pius IX, Leon XIII, Pius X), mające na celu odbudowanie filozofii tomistycznej i społecznego panowania Chrystusa Króla.

Dlatego, jako środek wniknięcia w treść fragmentu takiego jak powyższy, konieczne jest zdemaskowanie znaczenia tych terminów. Odwołując się do pojedynczych słów i fraz, które podkreśliłem pogrubioną czcionką, możemy utworzyć następujący glosariusz:

  1. tradycja jako przekaz gotowych rezultatów: to zdanie można po prostu przetłumaczyć jako zdefiniowany dogmat.
  2. systematyka: katechizmy, dzieła apologetyki itp.
  3. małe grupy: grupa, która uczęszcza na Mszę indultową byłaby świetnym przykładem.
  4. pusta skorupa: ty i ja.

Czytelnik zapewne zauważył, że nie zdefiniowałem jeszcze pierwszego terminu wyrażonego pogrubioną czcionką: Chrystus. Aby zdefiniować ten termin posłużę się dodatkowym fragmentem z książki Balthasara. Pamiętaj przy tym, że Ewangelia mówi po prostu, że Chrystus jest Prawdą:

Prawda chrześcijańskiego życia jest jak manna: niemożliwe jest jej gromadzenie, ponieważ dzisiaj jest świeża, a jutro już zepsuta. Prawda, która jest jedynie przekazywana, bez bycia pomyślaną na nowo od samych jej podstaw, straciła swoją żywotną moc. Naczynie, które ją trzyma – na przykład język, świat obrazów i koncepcji – staje się zakurzone, rdzewieje, rozpada się; to, co jest stare, pozostaje młode tylko wtedy, gdy jest wciągnięte, z całą mocą młodości, w relację z tym, co jest jeszcze starsze, z tym w czasie, co jest nieustanne: obecnym objawieniem Boga.

Innymi słowy, imię Chrystusa jest używane do promowania wiary w trwające obecnie objawienie w konfrontacji do koncepcji objawienia jako już otrzymanego boskiego depozytu i zamkniętego śmiercią ostatniego apostoła.

Subtelność modernizmu

Po zdemaskowaniu eufemizmów i wyeliminowaniu poetyki, jesteśmy teraz w stanie wyjaśnić znaczenie pierwszego cytowanego wyżej paragrafu. Von Balthasar mówi, że tam gdzie Tradycja (a on mówi o Tradycji przez wielkie „T”, ponieważ mówi o Prawdzie) jest utożsamiana ze zdefiniowanym dogmatem, w tym momencie „prawdziwy” duch i życie Ewangelii umierają. Każde katechetyczne lub apologetyczne podejście, które opiera się na systematycznym przekazywaniu tych prawd, musi prowadzić do znudzenia i niepowodzenia. Osoby i grupy, które kultywują i usiłują bronić tej Tradycji przed światem i przed tymi w Kościele, którzy pracują nad jej rozpadem, są duchowo pustymi – są zwykłymi „pustymi skorupami”.

Innymi słowy, Chrystus jest prawdą, którą można odkryć jedynie w kategoriach trwającego objawienia, objawienia, które ocenia się na podstawie zdolności obcowania ze współczesnym światem.

Jedną z rzeczy, którą katolicy mają skłonność robić, to niedocenianie subtelności modernizmu. W tym miejscu, na przykład, mógłbym pozostawić czytelnika z wrażeniem, że von Balthasar po prostu odrzuca wszelkie pojęcie tej katolickiej prawdy, która głosi, że Objawienie publiczne zakończyło się wraz ze śmiercią św. Jana. Tak jednak nie jest. Raczej, jak można się spodziewać, oferuje coś znaczenie subtelniejszego:

Objawienie jest ‘zamknięte’ (ze śmiercią ostatniego apostoła) tylko dlatego, że nieskończona pełnia nie może już wzrastać, ale może promieniować swoją pełnią w nieskończoność, a pod jej słońcem wszystko może wzrastać do pełnej dojrzałości. A jeśli konkluzje wydawały się wszędzie możliwe w Starym Przymierzu (skoro było to pismo), to otwarcia, rozpoczęcia i inchoate [„będące tylko częściowo w istnieniu lub działaniu: niedoskonałe uformowanie” – JL] muszą objawić się wszędzie w Nowym Przymierzu, ponieważ jest to duch. Każda prawda jest teraz wybuchowa: dzieli się na tysiące prawd, z których każda ma siłę punktu wyjścia… Duch pragnie wprowadzić nas w całą prawdę, ale nie jest to jego sposobem, aby ostrożnie podawać dawki ‘całej prawdy’, dozując za każdym razem tylko ‘trochę prawdy’, być może w wolno rosnących dawkach, łatwiejszych do znoszenia dla ludzi. Odkąd taniec wszelkie prawdy jest zawsze obecny na scenie, ani porządek kościelny, ani intelektualny (geistige) porządek (który również czerpie z Ducha Świętego) nigdy nie będzie miał tego nadmiaru pod swoją kontrolą, ani nigdy nie będzie czymś innym niż naczynie w którym ta żywiołowość jest nam podawana. (s. 36-37)

Ponownie, aby zrozumieć co takiego mówi von Balthasar, trzeba odjąć trochę wiatru (i poetyki) z jego żagli. Najskuteczniej czyni się to, cytując proste nauczanie Pierwszego Soboru Watykańskiego dotyczące Tradycji i Boskiego Depozytu Wiary:

Nauka wiary, którą Bóg objawił, nie została bowiem podana jako wytwór filozofii, który dałby się udoskonalać mocą ludzkich umysłów, ale została przekazana Oblubienicy Chrystusa jako Boży depozyt, by go wiernie strzegła i nieomylnie wyjaśniała. Dlatego należy nieprzerwanie zachowywać takie znaczenie świętych dogmatów, jakie już raz określiła święta Matka Kościół, a od tego znaczenia nigdy nie można odejść pod pozorem lub w imię lepszego zrozumienia. („Konstytucja dogmatyczna o wierze katolickiej”, rozdział 4)

Czytelnik zwróci uwagę, że z jednej strony von Balthasar udziela deklaratywnej nauki katolickiej doktryny dotyczącej faktu, że Objawienie publiczne zostało zamknięte wraz ze śmiercią ostatniego apostoła. Z drugiej strony, czyni to „zamknięte” objawienie „wybuchowym”: „dzieli się na tysiące prawd, z których każda ma siłę punktu wyjścia…” To twierdzenie jest po prostu atakiem na to, co Kościół zawsze uważał za „pierwsze zasady” bytu, które znajdują się u podstaw ludzkiej natury i intelektu (oraz zdrowego rozsądku): zasady tożsamości i niesprzeczności.

Rzecz nie może zarówno być i nie być. Objawienie nie może być w tym samym czasie zamknięte i otwarte. Objawienie nie może być jednocześnie Bożym depozytem, który ma być przechowywany i strzeżony, będąc również czymś, co eksploduje i dzieli się na tysiące nowych prawd, z których każda podlega teraz temu samemu procesowi eksplozji i podziału.

Kościół oczywiście zawsze nauczał, że może istnieć uzasadniony „rozwój doktryny”, będący organiczną penetracją w znaczeniu i implikacji tego Objawienia publicznego, które rzeczywiście zostało zamknięte wraz ze śmiercią św. Jana. Jednak choćbyśmy nie wiem jak wytężali wyobraźnię, wybuchowe, musujące i rozdzielające pojęcie prawdy von Balthasara nie będzie pasować do tej prawowitości.

Jego pojęcie prawdy jest po prostu roztrzaskaniem wszelkiej intelektualnej i moralnej pewności. Możemy ponownie skontrastować tę perwersję z nauczaniem Pierwszego Soboru Watykańskiego, który informuje nas, że Chrystus ustanowił swój Kościół i założył Go na błogosławionym Piotrze, aby „cała rzesza wiernych mogła być zachowana w jedności wiary i w komunii”. Takie „bezpieczeństwo” i pewność w wierze są odrzucane przez von Balthasara jako faryzejskie.

Awersja do św. Tomasza

Dlaczego taki człowiek, jak von Balthasar, angażuje się w takie zniekształcanie absolutnie fundamentalnych koncepcji chrześcijańskiego Objawienia i Prawdy?

Szczerze mówiąc, nie wierzę, że zrobimy wszystko, co moglibyśmy zrobić, aby zrozumieć to zjawisko, jeśli po prostu odprawimy tego człowieka jako heretyka albo modernistę. Istnieje żarliwość i szczerość u ludzi takich jakich de Lubac i von Balthasar, których nie można zaprzeczyć. To nie oznacza, że ich zniekształcone nauki są wiarygodne; ani nie zaprzecza temu, że są odpowiedzialni za swoje grzechy, ponieważ jestem równie pewny, że w Judaszu również było wiele „szczerości” i żarliwości. Wierzę jednak, że jest coś, co należy tutaj zrozumieć, jeśli mamy skutecznie walczyć z wrogiem, a także chronić się przed samooszukiwaniem.

Zgodziłby się z tym papież Pius XII. Jego encyklika Humani Generis została napisana z tych powodów, a także w celu zwalczania konkretnych błędów propagowanych przez „nową” teologię i filozofię. Jej wybrane sekcje są uważane za konkretnie skierowane na niektóre pisma Henriego de Lubaca. To, co mówi o podstawowych aberracjach psychologicznych (autorów) kryjących się za tymi błędami, można również zastosować do von Balthasara. Według Piusa XII, ci ludzie są „sprowadzeni na manowce przez nierozważną gorliwość duszpasterską lub fałszywą naukę”.

Przy pierwszym czytaniu może się to wydawać dziwną kombinacją – „nierozważna gorliwość duszpasterska” i „fałszywa nauka”. Głębsze zbadanie tego, w jaki sposób modernistyczne myślenie rozwinęło się i wzrosło w ciągu ostatnich kilku stuleci, ujawnia ich intymne powiązanie.

Myślenie modernistyczne, jak wielokrotnie powtarzałem w swoich artykułach, jest produktem kapitulacji do redukcjonizmu współczesnej nauki analitycznej. W katalogu następstw zdrady jest przede wszystkim odejście od tomistyczno-arystotelesowskiego ontologicznego rozumienia bytu i substancji, prawdy filozoficznej, które jest absolutnie zasadnicze dla katolickiej doktryny transsubstancjacji i Rzeczywistej Obecności. I wycofując się z tej absolutnie kluczowej prawdy, wszystkie inne koncepcje, które zapewniają bezpieczeństwo i stabilność naszemu życiu i naszej wierze, zostają roztrzaskane.

W tych filozofach i teologach znajduje się zatem ogromna awersja i pogarda do wszystkiego, co trąci bytem substancjalnym, solidnością lub niezmiennością – do takich rzeczy jak absolutna prawda, zdefiniowany dogmat, boskie ustanowienie Kościoła, zamknięte Objawienie, nierozerwalność małżeństwa, Rzeczywista Obecność, społeczne panowanie Chrystusa Króla. A ponieważ św. Tomasz z Akwinu jest wielkim obrońcą wszystkich teologicznych, filozoficznych, psychologicznych, etycznych i moralnych systemów myśli katolickiej, które ucieleśniają te podstawowe prawdy, to jego scholastyczna synteza jest zawsze głównym celem ich pogardy i nienawiści (czasami ta pogarda jest otwarta i gwałtowna, ale coraz częściej wymaga ona bardziej wężowatych form tworzenia „neo-tomizmu”, „transcendentalnego tomizmu” itp., które starają się przekształcić tomizm w jego własne samozaprzeczenie).

Niestabilność i płynność

Podstawową metodologią stosowaną przez tych ludzi w ich wysiłkach zmierzających do obalenia substancjalnego bytu jest wprawienie wszystkiego w ruch. Wszyscy muszą stać się dynamiczni, dążący, stawający się, płynący, łączący się, wybuchowi, musujący, rozwijający się i ewoluujący. Te „dynamiczne” pojęcia prawdy i bytu są następnie otaczane czcią jako będące „duchem”, „życiem” i „miłością”; podczas gdy jakiekolwiek przywiązanie do tradycyjnych sformułowań prawdy i wartości jest etykietowane jako faryzejskie.

Wszystko to oczywiście oznacza, że nasza wiara nigdy nie jest wypełniona, nigdy nie jest pewna czy bezpieczna. Nie możemy zrobić tego, do czego instruuje nas św. Paweł:

Dlatego weźcie na siebie pełną zbroję Bożą, abyście w dzień zły zdołali się przeciwstawić i ostać, zwalczywszy wszystko. Stańcie więc [do walki] przepasawszy biodra wasze prawdą i oblókłszy pancerz, którym jest sprawiedliwość, a obuwszy nogi w gotowość [głoszenia] dobrej nowiny o pokoju. W każdym położeniu bierzcie wiarę jako tarczę, dzięki której zdołacie zgasić wszystkie rozżarzone pociski Złego. (Ef 6,13-16)

Te słowa św. Pawła wyraźnie ukazują wiarę i Objawienie jako coś wypełnionego i jako nieoceniony skarb, który mamy chronić i propagować w pełnej zbroi, w bastionach, przedmurzach, którymi dysponujemy. Kontrastujemy to z tym co następuje od von Balthasara:

Ale kiedy święty (a właściwie każdy, kto wierzy i otrzymuje łaskę w sposób żywy) porównuje tradycję z bezmiarem samego Objawienia, to nie wszystko, co zostało osiągnięte, zapada się w nędzny stosik myśli i pojęć, w ledwie ABC Objawienia (…). Teolog, który intensywnie studiował wysiłki wyuczonych duchownych, kiedy będzie rozważać Objawienie, stanie się przytłaczająco świadomy, że jak dotąd prawie nic nie zostało zrobione [podkreślenie von Balthasara], że olbrzymie obszary pozostają do zbadania, całe kontynenty na tej mapie pozostają białymi przestrzeniami. (s. 28)

Wszystko to, powtarzamy, jest wynikiem poddania się „fałszywej nauce”. Jak wspomniano powyżej, Pius XII łączy tę fałszywą naukę z drugą przyczyną prowadzącą do błędu filozoficznego i teologicznego: „nierozważną gorliwością duszpasterską”.

Jak czytelnik zapewne wie, ta gorliwość doprowadziła von Balthasara do ostatecznego ekstremum w postaci kwestionowania, czy w Piekle znajdują się jakiekolwiek dusze. Będziemy tutaj próbować nieco zstąpić w źródło tego myślenia.

„Zstąpienie do świata”

Absolutnie centralne dla myślenia von Balthasara jest to, że od czasów średniowiecza zachodzi absolutnie konieczna „zmiana świadomości chrześcijańskiej” (s. 68). Średniowiecze, w jego myśleniu, było Wiekiem Bastionów. Był to okres w historii, kiedy Kościół był postrzegany jako Miasto na Wzgórzu, kiedy Prawdę uważano za statyczną, stałą i absolutną, i kiedy widziano głębokie rozróżnienie między Miastem Boga a Miastem Człowieka, między Chrystusem a światem, pomiędzy zbawionymi a niezbawionymi. Innymi słowy, był to wiek, który tradycjonaliści (a także papieże z XIX i początku XX wieku) uważają za ideał, ale który von Balthasar uważa za „pustą skorupę”.

Ta „zmiana świadomości chrześcijańskiej”, jak mówi von Balthasar, skupia się na „idei wspólnoty w doli, dominującej idei w naszych czasach”. To jest „kwiat, który otworzył się w Kościele” i który „nie zamknie się ponownie”. Oto kontrast, jaki rysuje pomiędzy średniowieczem, a czasem obecnym:

Jeśli spojrzymy wstecz na średniowiecze, widzimy, że wciąż jest zamknięte. Niektóre rzeczy były wtedy możliwe, które dzisiaj już nie są dłużej możliwe. Można było być cudownie przebudzonych chrześcijaninem, jak Dante, a mimo to przejść przez piekło swoich współbraci chrześcijan [moglibyśmy naprawdę zastanowić się, jak można nazwać obywateli Piekła „współbraćmi chrześcijanami”!] z zatwardziałym i nieporuszonym sercem, kontemplując tortury tego najbardziej imponującego z obozów koncentracyjnych, studiując je i zapamiętując, pozwalając związać się ze sobą opowieściom o życiu i tragediach, i za każdym razem na końcu strząsać proch ze swoich nóg i przechodzić dalej, pozostawiając za sobą to, czego nie można było zmienić i zostawiając to samemu sobie. To, co chrześcijanin z tamtej epoki mógł usprawiedliwić [istnienie piekła i akceptacja, że ​​rzeczywiście są obywatele tego Piekła], nie może być dzisiaj przyjęte; w przeciwnym razie objawiłby się jako zupełny niechrześcijanin. W międzyczasie pojawiło się wśród nas coś nowego. Średniowieczny zamek, w którym ludzie tańczyli i obżerali się [można tu pomyśleć o św. Ludwiku IX, królowej Elżbiecie Węgierskiej itd.] w sali festiwalowej nad głębokimi lochami i komorami tortur [Piekła?], zawalił się i nie będzie zrekonstruowany. I żaden chrześcijanin dzisiaj nie będzie mógł dłużej tańczyć, podczas gdy jeden z jego braci cierpi tortury [w Piekle?]. (s. 69. Komentarze w nawiasach mojego autorstwa).

W wyniku tej nowej „świadomości”, zgodnie z von Balthasarem, Kościół jest powołany do „głębszego i poważniejszego wcielenia” poprzez zburzenie wszystkich bastionów, które kiedyś uważano za jego ochronę przed światem i konsekwentne „zstąpienie do świata” oraz wejście do wspólnoty ze wszystkimi aspiracjami świata. Jest to oczywiście podstawą aggiornamento i współczesnego ruchu ekumenicznego. I jest to tym, co z pewnością Pius XII uznałby za „nierozważną gorliwość duszpasterską”.

Ale jest tu coś, co jest jeszcze bardziej niszczycielskie.

Zmiana chrześcijańskiego punktu widzenia

Czytelnik pamięta twierdzenie von Balthasara, że to, co jest obecnie wiadome na temat Objawienia, jest „nędznym stosikiem myśli i pojęć, ledwie ABC Objawienia”, a jeśli chodzi o odkrywanie i rozumienie Objawienia „jak dotąd prawie nic nie zostało zrobione”.

A gdzie jest pozostała część tego ogromnego magazynu jeszcze nieznanego Objawienia? Można ją znaleźć w świecie – we wszystkich tych religiach, systemach filozoficznych, każdej literaturze i intelektualnej dyscyplinie, jaką człowiek kiedykolwiek wymyślił. To właśnie poprzez zstąpienie Kościoła i indywidualnego chrześcijanina na ten świat – w dialogu, spotkaniu, we wspólnocie i jedności dążenia do pełni prawdy (której Kościół już nie posiada) – ta pełnia Objawienia ma wzrastać i ewoluować.

Von Balthasar porównuje średniowieczny świat do płaskiego świata. Średniowieczny człowiek był w stanie stanąć na szczycie z widokiem na ten świat, obejmując wszystko wzrokiem, podczas gdy sam pozostawał niewzruszony. Ta sytuacja całkowicie się odwróciła:

Ale teraz, gdy świat stał się sferyczny, nie ma już miejsca, z którego wzrok mógłby wszystko objąć; trzeba się wprawić w ruch: jedynym sposobem na poznanie krainy prawdy jest zmiana własnego punktu widzenia. (s. 73)

Trzeba zatem wziąć swój chrześcijański „punkt widzenia” (cokolwiek z niego pozostało) i przenieść się do serc i umysłów każdego i każdego punktu widzenia, który byłby uważany za aspekt tego świata. Trzeba przenieść się do serca i umysłu luteranina, buddysty, afrykańskiego animisty, ateisty. Trzeba wejść w myśl Marksa, Nietzchego, Rilkego, Baudelaire’a. Tylko poprzez ten proces dialogu i dialektyki prawda może wzrastać i pozostać przy życiu.

Samobójcza receptura

Nie chodzimy też do tych miejsc i osób, aby dokonać ich nawrócenia na Chrystusa i Jego Kościół. Idziemy, ponieważ istnieją „różne sfery prawdy”, które nie „pokrywają się”, ale które muszą kroczyć drogą jedności ku pełni Objawienia.

Van Balthasar mówi nawet, że w ten sposób doświadczymy „podwójnej prawdy” między tym, w co wierzymy jako chrześcijanie, a tym, czego nauczają świeckie nauki, inne filozofie i religie. I właśnie w tym momencie przekazuje nam swoją recepturę na intelektualne i duchowe samobójstwo:

Ważne jest, aby wiedzieć, że to poczucie „podwójnej prawdy”, które zazwyczaj pochodzi od najlepszych i najbardziej entuzjastycznych studentów, nie jest oznaką czegoś niewłaściwego. Te dwie pespektywy, które się tutaj rozdzieliły, nie mogą być bardziej zbieżne ze sobą niż boska i ludzka prawda, Kościół i świat, albo boska i ludzka natura w Chrystusie i znajomość wiedzy każdej z tych natur w nim. Chrześcijanin jest całkowicie obciążony tym napięciem i rozszerzeniem, i tym bardziej tym, aby je kontrolować i oczyścić jemu drogę przez sobą.

Dla prawdziwego chrześcijanina rzecz taka jest oczywiście niemożliwa. Nie może być sprzeczności między prawdą boską i ludzką. Każda idea, system idei, religia czy dyscyplina intelektualna, która jest sprzeczna z objawioną Ewangelią Chrystusa, jest po prostu nieprawdziwa. Trzeba ją zwalczać i nawracać jej zwolenników z wyjątkową żarliwością i miłością. Prawdziwym chrześcijańskim „programem”, który opisuje stosunek chrześcijanina do świata, jest to, co wyraża żarliwość św. Pawła:

Chociaż bowiem w ciele pozostajemy, nie prowadzimy walki według ciała, gdyż oręż bojowania naszego nie jest z ciała, lecz posiada moc burzenia, dla Boga twierdz warownych. Udaremniamy ukryte knowania i wszelką wyniosłość przeciwną poznaniu Boga i wszelki umysł poddajemy w posłuszeństwo Chrystusowi. (2 Kor 10, 3-5)

Taka była misja Ewangelii w średniowieczu, tak jak jest to naszą misją dzisiaj.

Ścieżka Antychrysta

W końcowej analizie filozofia von Balthasara sprowadza się do awerroizmu – przekonania, że ​​istnieją dwie prawdy: prawda wiary z jednej strony, i prawda rozumu (lub „prawdy” świata) z drugiej. Co więcej, tych „dwóch prawd” nie da się ze sobą pogodzić, z wyjątkiem możliwego przyszłego punktu Omega syntezy (i ewolucji), która jest poza naszym obecnym zrozumieniem objawionej prawdy. Dlatego, w ocenie von Balthasara, jest absolutnie niezbędne, abyśmy zstąpili w tę masę sprzeczności, pomieszania i podwójnej prawdy, jeśli chcemy kroczyć ścieżką Chrystusa.

Innymi słowy, kroczymy ścieżką jedności, nie będąc jednością ustanowioną w Jednej Prawdzie, którą jest Chrystus. Jest to ścieżka, jestem o tym przekonany, której będzie wymagał Antychryst, abyśmy nią chodzili.

Zstąpienie do świata, którego wymaga od nas filozofia Hansa Ursa von Balthasara, zostało w dużej mierze zrealizowane w Kościele po Soborze Watykańskim II. Zniszczyliśmy bastiony, otworzyliśmy okna, otworzyliśmy drzwi, zburzyliśmy ściany, wyeliminowaliśmy „systematykę” (pomyślmy o katechizmie baltimorskim dla dzieci), prostytuowaliśmy się z wiedzą świecką i stworzyliśmy niemal powszechne wrażenie, że Kościół katolicki „zmienia kurs” na zasady rewolucji francuskiej.

Jeśli weźmiemy pod uwagę efekt tej filozofii w jednym tylko obszarze – obszarze „systematyki” – możemy przypisać sobie utratę milionów dusz małych dzieci dla tej filozofii. One po prostu nigdy nie były nauczane, że posiadanie pełni absolutnej prawdy jest konieczne dla chrześcijańskiego przetrwania.

Z tego powodu muszę podkreślić, że nie jesteśmy tutaj zaangażowani w dżentelmeńską debatę na temat uzasadnionych różnic filozoficznych i teologicznych. Jesteśmy w stanie wojny ze złem.

Systemy filozoficzne i teologiczne (jeśli można je tak nazwać) von Balthasara i de Lubaca są złem. To oczywiście nie oznacza, że w ich pismach nie ma czegoś dobrego, jak to jest w pismach praktycznie wszystkich, którzy promują herezję. Ale niezaprzeczalne jest to, że ogólny efekt ich dzieł jest niezmiernie zły, ponieważ przyczyniły się one do utraty milionów dusz.

Tym, co przyciągnęło wielu do von Balthasara, jest to, że wydaje się on promować nowe wcielenie miłości Chrystusa w tym świecie, w zestawieniu z domniemanym sztywnym tradycjonalizmem, który tłumi miłość sztywną prawdą.

To, czego on żałośnie nie widzi, to to, że miłość nie jest przeciwna prawdzie absolutnej, ale jest jej najbardziej intymnym towarzyszem i owocem, i że serce Chrystusowej miłości do człowieka znajduje się w Jego zstąpieniu do zjednoczenia z naszą naturą, aby przynieść nam wyzwalającą pewność tej prawdy.

Chrystus kazałby nam nałożyć pełną zbroję Bożą, abyśmy mogli pokochać i nawrócić naszych odszczepionych braci.

Hans Urs von Balthasar kazał nam rozebrać się do naga, by obcować ze światem, który według Ewangelii jest pod domeną Księcia tego świata.

Nie można by podać doskonalszego opisu obecnego stanu Kościoła we współczesnym świecie.

Żadne doskonalsze miejsce spotkania nie mogłoby zostać ustanowione na przyjęcie Syna Zatracenia.

 

Tłumaczenie: Obrona Wiary

 

Część 1 | Część 2