Protestantyzm w sposób naturalny rodzi tolerancję na błędy. Odrzucając zasadę autorytetu w religii, nie ma on ani kryterium, ani definicji wiary. W oparciu o zasadę, że każda jednostka lub sekta może interpretować depozyt Objawienia zgodnie z nakazami prywatnego osądu, rodzi niekończące się różnice i sprzeczności. Pod wpływem prawa własnej bezsilności, z powodu braku jakiegokolwiek decydującego głosu autorytetu w sprawach wiary, jest zmuszony uznać za ważne i ortodoksyjne wszelkie przekonania, które wynikają z wykonywania prywatnego osądu. Dlatego wreszcie, na podstawie własnych przesłanek, dochodzi do wniosku, że jedno wyznanie jest tak samo dobre jak inne; następnie stara się ukryć swoją sprzeczność pod fałszywym pretekstem wolności sumienia. Wiara nie jest narzucana przez prawnie i w boski sposób ukonstytuowany autorytet, ale wyrasta bezpośrednio i swobodnie z nieograniczonego korzystania z rozumu lub kaprysów jednostki w kwestii Objawienia. Osoba lub sekta dokonuje interpretacji tak, jak chce – odrzucając lub akceptując to, co wybiera. Jest to popularnie nazywane wolnością sumienia. Przyjmując tę zasadę, niewierność, pod tym samym pretekstem, odrzuca całe Objawienie, a protestantyzm, który dostarczył tę przesłankę, nie ma siły, aby protestować przeciwko tej konkluzji; jest bowiem jasne, że ten, kto pod pretekstem wolności rozumu ma prawo odrzucić jakąkolwiek część Objawienia, która może mu się nie podobać, nie może logicznie kłócić się z tym, który z tej samej przyczyny odrzuca całość. Jeżeli na podstawie wolności rozumu przyznaje się, że jedno wyznanie jest tak samo dobre, jak inne, to na tej samej podstawie brak wyznania jest tak samo dobry, jak jakieś wyznanie. Zdobywając to pole tym zgubnym orężem racjonalizmu, niewierność zaatakowała i zajęła całą cytadelę protestantyzmu, bezradnego wobec wroga, którego sam stworzył.

W rezultacie okazuje się, że wśród mieszkańców tego kraju (oczywiście z wyjątkiem dobrze uformowanych katolików) autorytatywna i pozytywna religia spotkała się z całkowitą katastrofą i że wiara religijna i niewiara stały się jedynie kwestiami opinii, w której zawsze istnieją istotne różnice, ponieważ każdy może swobodnie tworzyć lub niszczyć swoje wyznanie – lub nie akceptować żadnego wyznania.

Taka jest główna siła napędowa herezji, która nieustannie dostaje się do naszych uszu, zalewając naszą obecną literaturę i prasę. To właśnie przeciwko temu musimy być nieustannie czujni, tym bardziej, że atakuje nas podstępnie na gruncie fałszywej miłości i w imię fałszywej wolności. Nie przemawia do nas też jedynie na gruncie tolerancji religijnej.

Zasada ta rozgałęzia się w wielu kierunkach, zakorzeniając się w naszym życiu domowym, obywatelskim i politycznym, którego wigor i zdrowie zależą od odżywczej i podtrzymującej siły religii. Religia jest bowiem więzią, która łączy nas z Bogiem, źródłem i końcem wszelkiego dobra; a niewierność, czy to praktyczna, jak w protestantyzmie, czy otwarta, jak w agnostycyzmie, zrywa więź łączącą ludzi z Bogiem i stara się budować ludzkie społeczeństwo na podstawach absolutnej niezależności człowieka. Dlatego też liberalizm jako podstawę swojej propagandy przyjmuje następujące zasady:

  1. Absolutna suwerenność jednostki w jej całej niezależności od Boga i Jego władzy.
  2. Absolutna suwerenność społeczeństwa w całej jego niezależności od wszystkiego, co nie pochodzi od niego samego.
  3. Absolutna suwerenność obywatelska w domniemanym prawie narodu do ustanawiania własnych praw w sposób całkowicie niezależny i całkowite lekceważenie jakiegokolwiek innego kryterium niż wola ludu wyrażona w wyborach i większości parlamentarnej.
  4. Absolutna wolność myśli w polityce, moralności i religii. Nieograniczona wolność prasy.

Takie są radykalne zasady liberalizmu. W założeniu absolutnej suwerenności jednostki, to znaczy całej jej niezależności od Boga, znajdujemy wspólne źródło wszystkich innych. Aby wyrazić je wszystkie za pomocą jednego terminu, są one, w porządku idei, RACJONALIZMEM lub doktryną absolutnej suwerenności ludzkiego rozumu. Tutaj ludzki rozum staje się miarą i sumą prawdy. Mamy więc racjonalizm indywidualny, społeczny i polityczny, skorumpowane źródło zasad liberalizmu, [którymi są]: absolutna wolność wyznania, zwierzchność państwa, świecka edukacja, wypierająca wszelkie związki z religią, małżeństwo usankcjonowane i uprawomocnione przez samo państwo itp.; jednym słowem, które syntetyzuje wszystko, mamy SEKULARYZACJĘ, która odmawia religii aktywnej interwencji w sprawy publicznego i prywatnego życia, jakie by one nie były. Jest to prawdziwy ateizm społeczny.

Takie jest źródło liberalizmu w porządku idei; taka, w konsekwencji naszego protestanckiego i niewiernego otoczenia, jest atmosfera intelektualna, którą nieustannie wchłaniamy w nasze dusze. Zasady te nie pozostają też po prostu w porządku spekulacyjnym, umiejscowionym na zawsze w obszarze myśli. Ludzie nie są tylko myślicielami. Doktryny i wierzenia nieuchronnie skłaniają do działania. Spekulacja dnia dzisiejszego staje się jutrzejszym czynem, ponieważ ludzie, na mocy prawa swojej natury, zawsze postępują zgodnie z tym, co myślą. Racjonalizm przybiera zatem konkretny kształt w porządku faktów. Znajduje on namacalny wyraz i działanie w prasie, w prawodawstwie i w życiu społecznym. Cuchnie nim prasa świecka, głosząc niemal jednogłośnie absolutny rozdział między życiem publicznym a religią. Stał się on sloganem dziennikarstwa i redaktor, który nie uznaje go w swojej codziennej pracy, wkrótce odczuwa na sobie ostrze powszechnej dezaprobaty. W świeckim małżeństwie i w naszych przepisach dotyczących rozwodów rozłupuje same korzenie społeczności domowej; w świeckiej edukacji, podstawowej zasadzie naszego systemu szkół publicznych, jest wpajana w sercach przyszłych obywateli i przyszłych rodziców; w obowiązkowych prawach szkolnych wbija już na wstępie klin socjalizmu; w mowie i współżyciu społecznym nieustannie zyskuje na popularności; w tajnych stowarzyszeniach, zorganizowanych w duchu destrukcyjnym dla religii i często w wyraźnym celu eksterminacji katolicyzmu, zagraża naszym instytucjom i oddaje nasz kraj w ręce konspiratorów, których metody i plany, znajdujące się poza zasięgiem opinii publicznej, stanowią tyrania ciemności. Na tysiąc sposobów zasada racjonalizmu znajduje czynny wyraz w życiu społecznym i obywatelskim, i bez względu na to, jak różnorodna jest jej manifestacja, zawsze istnieje w niej jedność i system sprzeciwu wobec katolicyzmu. Czy jest to uzgodnione, czy nie, zawsze działa ona w tym samym kierunku i niezależnie od tego, jaką konkretną szkołę z rodzajów liberalizmu wyznaje lub realizuje – w społeczeństwie, w życiu domowym lub w polityce – można w niej znaleźć te same istotne cechy we wszystkich jej proteuszowych kształtach – sprzeciw wobec Kościoła – i zawsze się też okazuje, że stygmatyzuje się najbardziej żarliwych obrońców wiary jako reakcjonistów, klerykałów, ultramontanów [patrz rozdz. 19] itd. Gdziekolwiek się znajdzie, niezależnie od ubranego munduru, liberalizm w swoim praktycznym działaniu jest zawsze systematyczną walką z Kościołem. Czy to jest intryga, czy ustawodawstwo, czy peroruje, czy też morduje, czy nazywa się Wolnością, czy Rządem, Państwem, Ludzkością, Rozumem, czy czymkolwiek innym, jego podstawową cechą jest bezkompromisowy sprzeciw wobec Kościoła.

Liberalizm jest światem samym w sobie; ma swoje maksymy, modę, sztukę, literaturę, dyplomację, prawa, konspiracje, swoje ambicje. Jest on światem Lucyfera, zakamuflowanym w naszych czasach pod nazwą liberalizmu, będącym w radykalnym sprzeciwie i nieustannej wojnie przeciwko społeczności złożonej z Dzieci Bożych, Kościołowi Jezusa Chrystusa.

Źródło: Ks. Félix Sardá y Salvany, Liberalism is a sin, 1899.

Tłumaczenie: Obrona Wiary


Inne rozdziały książki:

Liberalizm a miłość

Liberalizm a miłość w polemikach