Zasady filozofii. Dwadzieścia cztery tezy tomistyczne

Część IV. Teodycea św. Tomasza, VII. Opatrzność Boża

III. Opatrzność Boża a problem zła wedle nauki katolickiej

Głośną była za czasów Ojców teoria o dwóch krańcowo przeciwnych pryncypiach: o pryncypium dobrym, od którego pochodzi wszystko, co dobre, i o pryncypium złym, z którego wypływa wszelakie zło. Teorię tę odnowili kolejno gnostycy1, manichejczycy i albigensi.

W walce z przytoczoną teorią posunęli się niektórzy tak daleko, iż wskazywali wprost Boga jako właściwe źrodło zła. Zdaniem Kalwina Bóg nie tylko zezwala na zło, lecz pobudza wprost do złego, tak, że jest sprawcą grzechu. Luter, a z nim Melanchton, utrzymują, że Bóg jest sprawcą cudzołóstwa Dawida, okrucieństwa Saula i zdrady Judasza, tak samo jak jest sprawcą nawrócenia Pawła2.

Naukę katolicką streścić można w następujących zdaniach: 1) Bóg w żaden sposób nie chce moralnego zła czyli grzechu. Naukę tę wypowiada Pismo św. często i wyraźnie: Bóg nasz ma odrazę do nieprawości i do tych, którzy ją popełniają (Ps 5); nienawidzi On bezbożnika i jego bezbożności (Mdr 14,9); ma On wstręt do postępowania tego, który czyni zło, a miłuje tego, który trzyma się drogi sprawiedliwości (Prz 15,9); nie kusi On nikogo do złego (Jk 1,13).

Kościół wydał słuszny wyrok potępienia na twórców różnych niebezpiecznych teorii, jak również na bluźnierczych heretyków. Papież Jan XXII potępia następujące zdanie Eckharta: “Człowiek sprawiedliwy winien uzgodnić wolę swoją z wolą Bożą tak dalece, iżby chciał wszystko, co Bóg chce; a ponieważ Bóg chce w jakiś sposób, iżbym popełnił grzech, dlatego nie będę tego chciał, bym nie popełnił grzechu; na tym polega prawdziwa skrucha”3. Prawdziwe jest zatem zdanie przeciwne: Bóg nie chce w żaden sposób, bym popełnił grzech, nie będę więc tego chciał, bym go popełnił. Sobór trydencki wydał następujące orzeczenie: “Anatema temu, kto by twierdził, że nie jest to w mocy człowieka wejść na drogę grzechu, lecz że Bóg działa w nas zarówno zło, jak i dobro, i to nie tylko przez zezwolenie, lecz bezwględnie i w ścisłym słowa znaczeniu, tak,  iż zdrada Judasza jest tak samo dziełem Bożym, jak nawrócenie Pawła”4. Prawda ta jest oczywista dla rozumu i opiera się na bezwzględnej pewności wiary. Zło moralne jest odstępstwem od Boga i rokoszem przeciwko majestatowi Jego; a Bóg przecież nie może ani chcieć, ani sprawiać, by Mu kto ubliżał lub się od Niego odwrócił.

2) Bóg mógłby przeszkodzić złemu, lecz nie jest do tego zobowiązany, i dlatego może je dopuścić.

Synod w Soissons (1140 r.) potępił następujące zdanie Abelarda: “Bóg nie ma powinności, ani możności przeszkodzić złemu”5.

Bóg mógłby przeszkodzić złu, ponieważ zło nie jest czymś istniejącym z konieczności, co by mogło z Bogiem współzawodniczyć lub Mu dorównać. Lecz w jaki sposób mógłby Bóg złu przeszkodzić? Otóż Bóg mógłby w rozmaity sposób zaradzić wszelkiemu złu: albo nie stwarzając w ogóle istot wystawionych na grzech lub zdolnych grzeszyć; lub też udzielając im tak obfitej pomocy, iżby stały się w rzeczywistości niezdolne do popełnienia grzechu – tak postąpił Bóg z Najświętszą Maryją Panną; lub wreszcie udzielając im od pierwszej chwili istnienia widzenia uszczęśliwiającego, które wolę ich skierowałoby nieodmiennie ku bezwzględnemu Dobru.

Bóg nie jest zobowiązany przeszkodzić złu. Rozumne bowiem stworzenie jest z natury swej ułomne, dlatego że ma wolną wolę, która z siebie jest chwiejna i niestała. To też stworzenie nie może być wolne od możności grzeszenia, jedynie dzięki szczególniejszej łasce. Otóż jest oczywiste, że Bóg nie jest żadną miarą zobowiązany udzielać tego, co pochodzi z czystej i nadzwyczajnej łaski. Podobnie jak jałmużny nazwać nie możemy należytością, ani przywileju – prawem, tak niedorzecznością byłoby twierdzić, że to, co jest nadzwyczajne, jest rzeczą normalną. Gdyby Bóg miał powinność przeszkodzić złu, występującemu w jakiejkolwiek formie, wtedy byłby zniewolony zaniechać stworzenia istot, których przewrotność przewiduje. I tak złość stworzeń ograniczałaby potęgę Stwórcy, i byłaby uszczupleniem Jego bezwzględnej niezależności.

3) Kiedy Bóg dopuszcza zło, to czyni to zawsze z wyższych racji.

Zło i grzech są prawdziwym zaprzeczeniem ładu i prywacją wielkiego dobra, i dlatego Opatrzność Boża nie może zezwolić na grzech dla samego grzechu, lecz jedynie dla celów godnych Boga.

Do wspomnianych wyższych racji zaliczamy najpierw te, które wymieniliśmy: Ułomność wolnej woli stworzenia, bezwzględna niezależność Pana, którego złość żadną miarą nie może krępować, i przewrotność stworzenia, a wreszcie ujawnienie doskonałości Bożych: miłosierdzia i potęgi, dzięki którym Bóg dźwiga grzesznika z upadku i prowadzi go na wyżyny świętości; najwyższej sprawiedliwości Boga, objawiającej się przedziwnie, nawet wobec tych, co wzgardzili Jego dobrocią. Bóg wreszcie dopuszcza zło na to, by człowiek miał okazję do ćwiczenia się w cnocie: w pokucie, która wznieść się może na tym wyższe stopnie doskonałości i heroizmu, im upadek był większy; w pokorze, którą człowiek łatwiej nabywa w poniżeniu; we wdzięczności, która wzmaga się w miarę, jak przebaczenie jest większe i pełniejsze itd.

4) Co się tyczy fizycznego zła natury, to Bóg nie chce go wprost, lecz pośrednio, mianowicie ze względu na wyższe dobro, mające z niego wyniknąć.

Zło fizyczne jest prywacją realności i dobra. Nie wchodzi ono przez się w wewnętrzny skład wszechświata, i dlatego nie może być przez się przedmiotem woli i zabiegów. Gdyby jednak niektóre istoty nie podlegały zepsuciu, wtedy byłoby rzeczą niemożliwą, iżby się urzeczywistniły wszystkie stopnie bytu w świecie. Gdyby np ziarno, złożone w ziemi, nie uległo zepsuciu, nie mielibyśmy bogatego żniwa; lew nie mógłby żyć, gdyby jakieś niższe stworzenie nie padło dlań ofiarą; przyroda zasypia niejako na zimę, by się przebudzić uroczą wiosną. I tak współdziałają w przyrodzie naprzemian i śmierć, by wspólnym wysiłkiem jeden osiągnąć cel wspólny, jaki jest urzeczywistnienie doskonałości i piękna. Gdyby wszelkie zło, zauważył św. Tomasz, zostało usunięte, wówczas wszechświat byłby pozbawiony wielu doskonałości: si omia mala impedirentur, multa bona deessent universo6.

Toteż Opatrzność Boża, która przecież pragnie powszechnej doskonałości jako kresu stworzenia, chce pośrednio także tych prywacji i przemian, które są wprawdzie czymś złym dla poszczególnej natury, ale nie bezwzględnie, ponieważ pomagają w urzeczywistnieniu najwyższego ideału, jakim jest dobro powszechne.

5) To samo powiedzieć należy także o złu fizycznym, trapiącym ludzkość, jak np o cierpieniach, chorobach, klęskach i katastrofach. Bóg chce ich pośrednio dla celów wyższych.

Nieraz wprawdzie niełatwo jest zrozumieć, w jaki sposób klęska jakaś przyczynia się do osiągnięcia wyższego dobra. Mamy jednak tę pewność, że Bóg wie dobrze, jakie są wyższe cele wszechświata i ludzkości, oraz w jaki sposób mają się one urzeczywistnić. Jest również rzeczą pewną, że ludzkość ma cel nadprzyrodzony, któremu podporządkowane są wszystkie dobra porządku przyrodzonego. I dlatego klęski i katastrofy nie mają znaczenia zła bezwzględnego, ponieważ pod okiem Opatrzności mogą one służyć nam pomocą w osiągnięciu nadprzyrodzonego celu: przez to, że zniewalają człowieka do zastanowienia się nad sobą, do pomyślenia o Bogu, o którym człowiek tak łatwo zapomina, gdy mu się dobrze wiedzie, do pragnienia dóbr nadprzyrodzonych, których zbyt często nie umie cenić, do pamiętania o życiu przyszłym, będącym jedynym jego celem; lub też przez to, że dają człowiekowi sposobność do czynienia na tym świecie pokuty, która na tamtym byłaby o wiele cięższa, oraz do zdobywania zasług, które rosną w miarę, jak się trudności mnożą; lub wreszcie przez to, że wspomniane zła mają tajemnicze skutki, które obecnie są przed nami ukryte, lecz które na pewno pochodzą z nieskończonej Miłości. Wszak jest rzeczą pewną, że Opatrzność nieskończenie mądra, nieskończenie potężna i dobra niczego nie może chcieć, ani na nic zezwolić, co by w jakiś sposób nie mogło wyjść na dobre.

Toteż zamiast narzekań i skarg na rządy Opatrzności, jak to czynili i czynią zaślepieni bluźniercy, chrześcijanin wyznaje z radością, że przedziwna Opatrzność Boża zawsze czyni dobrze, że jest zawsze pełna miłości i dobroci, wtedy nawet, kiedy karze, i że sprawia, iż tym, co choć trochę miłości Bożej posiadają, wszystko prawdziwie wychodzi na dobre: Diligentibus Deum omnia cooperantur in bonum (Rz 8,28)7.

Pisownię nieznacznie uwspółcześniono.

Dzieło o. Édouarda Hugona OP jest dostępne w Bibliotece Cyfrowej.

Przypisy

  1. Por. P. Tixeront, Histoire des dogmes, I, rozdz. IV.
  2. Melchior Cano, De Locis Theologicis, I, II, c. 4.
  3. Denzinger, 514.
  4. Tamże, 816.
  5. Tamże, 375.
  6. Sum. Theol., I, q. 22, a. 2.
  7. Por. Sum. Theol., I, q. 22, q. 19, a. 9; q. 49; A. G. Sertillanges, Les sources de la croyance en Dieu; A. Farges, L’Idee de Dieu.